Ostateczna Fantazja na dwu ekranach

Autor: Boromi. Data: 15 lipca 2008, 0:45.


-Który z graczy nie zna choćby ze słyszenia tego tytułu? Nie sądzę by znalazła się taka osoba - Nie każdy musi lubić przygody zniewieściałych (dzisiaj - bo tych 20 lat temu drużyna prezentowała się zupełnie inaczej, nie tylko pod względem “technicznym”) herosów, jednak nie da się ukryć że seria ta jest swego rodzaju autorytetem w branży gier i wypadałoby jej choćby spróbować. Przyznam się szczerze, że sam rozpocząłem swoją przygodę z Final Fantasy dość niedawno (około 2 lata temu) za sprawą remake’u części czwartej na konsoli Game Boy Advance. Od tego czasu systematycznie pogłębiam swoją wiedzę na temat kryształów, agresywnych myszoskoczków i zasad według których Zło zawsze przegrywa. Jako szczęśliwy posiadacz handhelda Nintendo, miałem też szansę sprawdzenia jak ma się ta seria na tej platformie. I wiecie co…?

Dla miłośnika tego klasycznego jRPG, DS jest platformą wręcz wymarzoną. Square-Enix upodobali sobie dotykowy ekranik, dzięki czemu liczba wydanych gier z “Final Fantasy” w tytule sięgnęła sześciu tytułów. Z jakością wykonania jest jednak dość różnie, choć myślę że odbiór każdej z produkcji zależy głównie od gracza i jego oczekiwań. Spróbuję więc przedstawić tu swój punkt widzenia w najbardziej obiektywnym ujęciu.

Zagraj w to jeszcze raz - S-E kocha rozpamiętywać złote lata twórczości Square. Pokazują to cały czas, dostarczając nam na kopy wszelkiej maści remake’ów, portów, dodatków i Bóg wie czego tam jeszcze. Cieszymy się, a jakże, jednak tylko w sytuacji gdy taki eksperyment niesie ze sobą coś wartościowego. W przypadku produkcji wydanych na NDS - można mieć ku temu niestety wątpliwości. Otóż - największy feler związany z tymi odsłonami, to sama taktyka S-E. Panowie wychodzą z założenia, że zapaleńcy szukający przygody z remake’iem (czy to części trzeciej, czy czwartej, która już niebawem zostanie przełożona na “nasz” język) nie pragną niczego innego, jak tylko spędzić długie godziny na siłowni, jaką staje się w tym przypadku świat gry. Oprócz tego, by “uprzyjemnić” nam odkrywanie meandrów fabuły, tu i tam wprowadzają “niewinne” modyfikacje. W wyniku tych działań, przy całym moim poparciu dla odświeżania legendarnych tytułów - otrzymujemy grę w której aż do znudzenia (a w przypadku wytrwalszych - i do ukazania światu treści swego żołądka) zmuszani jesteśmy by co chwila toczyć losowe walki, by popchnąć ciężki głaz historii choćby ociupinkę. Co gorsza - twórcy obdarzyli część trzecią (oraz - sądząc po kilku minutach gry w japońską wersję - także czwartą) nieprzyjemnie dużą dozą infantylizmu, przez co trudno jest mi komukolwiek polecić te produkcje. Nawet fani rasowych RPG po japońsku powinni się mocno zastanowić zanim sięgną po któryś z DeeSowskich remake’ów…

Obecna sytuacja dziwi tym bardziej, że tytuły zupełnie nowe, bez rodowodu a z “Final Fantasy” w tytule (Crystal hronicles: Ring Fates, czy choćby niedawno przełożony na zrozumiały język Tactics Advance: Grimoire of The Rift) stanowią na DSie prawdziwy trzon najlepszych produkcji. Zadziwiającym jest fakt, że Square-Enix naprawdę umie robić wspaniałe tytuły (także na konsole przenośne), ale kompletnie nie potrafi obchodzić się ze starszymi grami, owianymi już widmem klasyki…

Weźmy bowiem takie Final Fantasy XII: Revenant Wings. Owszem - nadal jest w nim widoczny ten dość niechlubny, DeeSowy duch infantylizmu, jednak gra zdecydowanie nadrabia to sporą odkrywczością. No i - na Boga, tu nikt nie zmusza gracza do żmudnej, wielogodzinnej pracy, a przynajmniej nie w takiej postaci i nie w takim stopniu, jak czynią to remake’i! Fakt, iż sama rozgrywka z klasycznego “fajnala” nie wynosi nic prócz doskonale znane już wszystkim potwory (jest to raczej coś w rodzaju połączenia typowej gry taktycznej z elementami RTS), zupełnie nie przeszkadza w przeżywaniu przygody wraz z bohaterami. Analogiczna sytuacja ma miejsce w przypadku Final Fantasy Crystal Chronicles: Rings of Fate. Gra z gatunku ACTION-rpg, do tego o niemal tak infantylnej fabule, jak to tylko możliwe. A mimo to - jest to jedna z najciekawszych propozycji dla maniaków RPG na konsolce Nintendo. Choćby po to, by choć na chwilę odpocząć od pompatyzmu “prawdziwych” przedstawicieli tego gatunku. Mimo pewnej trywialności, tytuł ten jest naprawdę znakomity i w doskonały sposób pokazuje, że nie trzeba bać się oryginalności i niekonwencjonalnych rozwiązań w pachnącym przygodą świecie Role Playing Game.

No i wreszcie… niewątpliwie jedna z największych, ale i najlepszych gier z podgatunku jRPG, zwanym tacticalRPG - Final Fantasy Tactics Advance2: Grimoire of The Rift. Wraz z nią pojawia się swego rodzaju paradoks. Otóż - produkcja ta z pewnością nie należy do krótkich (by ukończyć ją w stu procentach, potrzeba około 80 godzin!), jednak nieporównywalnie krótszy niż w - dajmy na to - remake’u FFIII jest tu wątek główny. W reprodukcji NESowego przeboju nie mamy praktycznie żadnego questa pobocznego, w najnowszej odsłonie podserii “Tactics” - są liczone w setki. Mimo to - grając w FF:TA2 nie tylko znacznie więcej frajdy sprawiło mi odkrywanie dalszych losów bohaterów, ale też jak głupi brnąłem w świat zadań “ponadprogramowych”, podczas gdy ciągły przymus walk w FFIII skutecznie zniechęcił mnie do tej gry. Aktualnie, to właśnie FFTA2 jest według mnie najlepszą grą z serii na DS. Dzięki sporemu rozbudowaniu i ciekawym zadaniom, potrafi przykuć do konsoli na długie godziny. A przy okazji - obala wciąż niestety w wielu środowiskach obecny stereotyp, mówiący o tym że gry na handheldy Nintendo “nie potrafią” być rozbudowane.

Afterparty, czyli tak się bawią Chocobo - zachwyt, jaki przelałem tu na ekran monitora każe wierzyć iż jest to już koniec wpisu, jednak jest jeszcze jeden tytuł z uniwersum FF, wcale niemniej godny prezentacji od innych. Final Fantasy Fables: Chocobo Tales to genialny w swej prostocie i bardzo przystępny zbiór mini-gierek wykonany na modłę nieśmiertelnego Mario Party. Co to oznacza w praktyce? Otóż - by popchnąć fabułę do przodu, gramy w coś w rodzaju gry planszowej z udziałem sympatycznych acz nieco przerośniętych kurcząt, zwanych właśnie Chocobo. Z opisu gra może wydawać się banalna, jednak uwierzcie - olbrzymia grywalność drzemie w tym tytule i tylko czeka, by ktoś przełamał barierę niechęci. Niewątpliwie jest to gra dająca niesamowitą ilość frajdy i godnie reprezentuje imię serii. Tytuł ten jest doskonały w szczególności dla osób, które nie należą do grona maniaków RPG (bo - nie ma co ukrywać - tego gatunku tu poprostu nie odnajdą) a chcą jedynie odwiedzić świat Final Fantasy w tak niezobowiązujący sposób.

Cóż - “That’s all, folks!” i nic na to nie poradzimy. Lista i tak jest imponująca i - co ważne - wciąż ma szansę wzbogacić się o kilka wartościowych tytułów (dopóki do naszej kieszeni nie zapuka nowa generacja konsolek, dopóty S-E alternatywy poza DS i PSP raczej mieć nie będzie). Mam nadzieję, że nikt nie obrazi się za opinie tu przedstawione (głównie tyczy się to remake’ów), no ale w końcu - wolność słowa to jedna z cech kraju nadwiślańskiego…


Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,
Kategorie: Gry |

Komentarze (3) do wpisu “Ostateczna Fantazja na dwu ekranach”

  1. 4Avatars abrasante:

    Interesujący tekst nam dzisiaj Boromi przygotowałeś :) Na dodatek o tak późnej porze :)

    Jeszcze nie miałem styczności z żadnym FF na NDS (prócz dosłownie kilku minut przy FF III), za FFT A2 mam zamiar zabrać się po ukończeniu FFT na GBA (na koncie ponad 25 godzin), a po FF XII sięgnę pewnie gdy ukończę ‘dwunastkę’ na PS2.

    Ostatnio Isaac zachęcał mnie do FF CC: Rings of Fate, chwalił sobie i na dodatek grę można ukończyć w 15 h, co jak na FF jest mało (vide ponad 170 godzin przy FF X + 40 przy FF X-2 - przechodziłem dwa razy aby wszystko odkryć).

    Co do Chocobo Tales… hmm mało słyszałem o tej grze, zawsze to jakaś odskocznia, pewnie i na nią znajdę czas… tymczasem przerzuciłem się na ’starego’ poczciwego GBA i karcę wszystkie możliwe gatunki.

    Jeszcze kilka słów o remake’ach, chyba gdyby nie one (na GBA) to nigdy nie podszedłbym do FF I/II/IV… Historię FF VIII/IX mam już za sobą (stare dobre czasy przy PSX…). Ja się tylko pytam, dlaczego jeszcze nie grałem w FF VII - przez wielu graczy tytuł uznawany za grę wszechczasów? ;/

  2. 4Avatars Isaac:

    Ciekawy artykuł, dobre zestawienie “Fajnali” na DS. Co do Ring of Fates, to fabuła zdołała mnie wzruszyć kilka razy. :)
    Remake’i. Zgodze się z Tobą po części co do FF3, jednakże FF4 zapowiada się duuuuużo lepiej. Famitsu oceniło tytuł na 35/40, Gamespot na 9/10, IGN na 8,7/10. Mamy zróżnicowanie kontynentalne, Famitsu można by oskarżyć o to że japońce kochają każde FF :) Dodam jeszcze, że sam odpalilem FF4 JPN na moim DS. Voice acting jest świetny, muzyka i grafika powalają, co do ‘losowych potyczek’ mamy opcję auto, więc sie przyda :D Myślę, że tutaj gameplay jest dużo lepszy i już nie tak uciążliwy. Dlatego FF4 jak na razie nie przekreślam a daję szansę zabłysnąć, bynajmniej u mnie. Przecież remake nawet jeszcze nie wyszedł w wersji USA! Wstrzymajmy się z krytyką :P
    P.S. Ja i tak licze na GS3.

  3. 4Avatars GBanshee:

    Dla mnie FF4 wygląda świetnie, od strony graficznej jak i “tej drugiej”. Jedyne, do czego mam zastrzeżenia to dubbing w angielskiej wersji :/ Wolałbym żeby zostawili oryginały z japońskiej… ale i to da się zrobić, samemu :D

Zostaw komentarz