Śmiech i łzy…
Autor: Boromi. Data: 10 lipca 2008, 18:33.“La Vita e Bella” - absolutny rekordzista wszech czasów jeżeli chodzi o otrzymane nagrody (znajduje się w Księdze Rekordów Guinnessa). Film niesamowicie głęboki, piękny i smutny… Chociaż nie, on jest raczej wesoły… W tym tkwi cała jego siła - pozwala widzowi w pełnie doświadczyć duchowego katharsis - gdy po ekranie zaczynają przewijać się napisy końcowe, człowiek ma w oczach łzy, jednak na jego twarzy maluje się uśmiech. Wspaniałe, niezapomniane przeżycie? O tak, odkąd po raz pierwszy spotkałem się z dziełem Benigniego, nie wątpiłem w to ani przez chwilę.

Główny bohater o imieniu Guido jest radosnym, choć biednym Żydem zamieszkującym Italię. Do Arezzo przybywa by otworzyć bibliotekę, jednak w gruncie rzeczy - by odnaleźć swoje miejsce w życiu. Film podzielony jest na dwie części. W pierwszej, niemalże bajkowej, głównym wątkiem jest miłość Guido do Dory - bogatej Włoszki, która - mimo że jest zaręczona, nie czuje się szczęśliwa, wiodąc życie złożone niemal z samych bankietów.
Trzeba przyznać, że film opowiada o miłości dwojga ludzi w pięknym, quasi-bollywoodzkim stylu - oglądając pierwsze 40 minut ma się wrażenie, że wszystko jest tu jedynie pięknym snem. Przyczyniają się do tego poszczególne sceny - choćby sympatyczny gag z jajkami w kapeluszu, czy śliczny motyw purpurowego dywanu, który Guido rozwija przed Dorą. La Vita e Bella to jednak nie tylko
sympatyczna opowieść o “Skrzypku Na Dachu”…
La vita e crudele… - Druga część filmu ukazuje życie bohaterów w trakcie wprowadzania nowych porządków przez faszystów. Akcja momentalnie przenosi się o kilka lat do przodu - Guido wraz z Dorą mają już kilkuletniego synka o imieniu Josue i wiedzie im się bardzo dobrze - tworzą wręcz wzór idealnej rodziny. Ich spokój przerywają represje rasistów - na ulicach zaczynają pojawiać się napisy o antysemickim przekazie, rozpoczyna się usuwanie “obcej rasy”… Czarne chmury zbierają się nad światem i właśnie pod ich zasłoną dzieje się reszta filmu.

Guido wraz synkiem zostają razem wysłani w konwoju do obozu koncentracyjnego. W tym momencie filmu, dla widza rozpoczyna się prawdziwa seria wzruszeń i przeświadczenia że życie jest piękne, nawet jeżeli przynosi tak tragiczne niespodzianki. Guido postanawia za wszelką cenę uchronić syna od ciągłego koszmaru - przez cały czas wmawia mu, iż wszystko jest w porządku - Josue cały czas myśli że jadą na wycieczkę i wraz z innymi uczestnikami będą brać udział w konkursie. Jeżeli uda im się zdobyć 1000 punktów - wygrają prawdziwy czołg. Trudno słowami opisać, do jakich metod ucieka się ojciec, by bezgraniczną miłością przekonać o tym bystrego syna. Naprawdę - ten film trzeba zobaczyć…
Pamiętam doskonale “stopniową” reakcję mojej babci na ten film (chodzi konkretnie właśnie o drugą połowę). Z początku podchodziła do filmu z dużą rezerwą - i nie ma się czemu dziwić, tak poważna tematyka może obrócić się przeciwko reżyserowi, gdy nie zachowuje w swym dziele pewnej delikatności. Koniec końców jednak - tak samo jak i ja, moja babcia do dziś uważa ten “Życie…” za jedno z najwybitniejszych osiągnięć kinematografii. Napisałem na początku, że do końca nie wiem, czy jest to film smutny czy wesoły. Doszedłem do tej konkluzji dopiero po pewnym czasie - ten film jest po prostu piękny. Tak jak życie.
“To prosta historia.
Ale niełatwa do opowiedzenia.
Niczym bajka - pełna jest smutku. I - niczym bajka - pełna jest radości.”
P.S.: Jeżeli ktoś miałby okazję zakupić czy wypożyczyć ten film - zachęcam do sprawdzenia wersji językowej. Ja polecam zdecydowanie oryginalne, włoskie dialogi w połączeniu z polskimi napisami. Oryginalna intonacja i gra aktorska jest zdecydowanie lepsza i pełna uroku.
Tagi: Academy Awards, Award, Benigni, Braschi, Dramat, Faszyści, Gosue, Guido, Komedia, La Vita e Bella, Life is Beautiful, Oscar, Włoszech
Kategorie: Film |

10 lipca 2008 o 19:26
Oglądałem film dwa razy z dubbingiem hiszpańskim (dubbingi hiszpańskie są uznawane za jedne z lepszych/bardziej udanych). Film piękny, kontrast między pierwszą częścią a drugą jest zauważalny, ale w żadnym wypadku nie przeszkadza, a wręcz jest potrzebny.
Jeden z lepszych filmów jakie widziałem, stoi na czele z Eternal Sunshine of the Spotless Mind, Beautiful Mind, The Last Castle i Phone Booth…
10 lipca 2008 o 19:39
Odnośnie kontrastu - zgadza się, a wręcz - to właśnie on dodaje filmowi tej bajkowości, pomimo podjętego tematu.
10 lipca 2008 o 23:59
niektóre filmy to potrafią zrobić ta aby zostały na dłużej w pamięci,
za dobór aktorów do ról też powinni dawać jakieś nagrody