“Prosimy o wyłączenie komórek” - Serious Sam
Autor: Boromi. Data: 9 lipca 2008, 15:59.Zastanawialiście się czasem, za co tak naprawdę kochamy gry? Piękna grafika, czy oprawa audio? Oczywiście. Ambitna, rozbudowana fabuła? A jakże! Powiadam Wam jednak, że wszystko sprowadza się do odpowiedniego klimatu. To na niego w trakcie procesu tworzenia gry ciężko pracują autorzy, tworząc odpowiednią dla niego grafikę, muzykę i scenariusz. Można powiedzieć, że - poza paroma elementami, na czele których stoi interfejs, o ocenach, jakie zbierze gra decyduje właśnie klimat.
Najlepszym tego przykładem jest chyba własnie saga Serious Sam. Seria, która rozkochała w sobie tysięce (dzisiątki tysięcy? Setki…?) graczy, po prostu nie może opierać swojej popularności na doskonałej (w roku 2000) grafice, czy wartkiej akcji (pokazał to F.E.A.R.). Niewątpliwie potrzeba do tego iskry bożej i bez cienia wątpliwości można stwierdzić - programiści z Croteam zajaśnieli nią w trakcie produkcji dwóch pierwszych części.
Fabuła dosłownie zauracza naiwnością. Oto mamy czasy teraźniejsze, w których ludzkość dokonała nie lada odkrycia. W trakcie którejś z ekspedycji w jednym z grobowców faraonów odnaleziono obcą, rozwiniętą cywilizację. Jak to zwykle bywa - cywilizacja ta okazała się być wrogą i zaczęła używać naszej dumnej rasy ludzkiej - mówiąc w przenośni - jako wycieraczki do butów. Naukowcy wybrali więc najtwardzszego z twardych twardzieli (pozdrawiam Gaido ;)), by następnie wysłać go w niedaleką przeszłość, by zdusił inwazję obcych w zarodku. Twardzielem tym okazał się właśnie Sam. Sam “Serious” Stone.



Rozpoczęło się magiczne, Pierwsze Starcie. Gra urzekała (i urzeka po dziś dzień) lekkością fabuły i rozgrywki. Produkcja Croteamu to dynamiczny FPS ‘z jajem’, w którym gracz mierzy się niekiedy z około setką przeciwników w jednej chwili. Bezmyślna rąbanka? Owszem - i w tym tkwi siła tej gry. Zauważcie, że pomimo praktycznie zerowego sensu fabuły i braku jakiegokolwiek rozbudowania w sferze rozgrywki, gra otrzymywała oceny rzędu 9, 9+ w dziesięcio-stopniowej skali. Fenomen, jakim stał się Serious Sam tkwił więc nie w dążeniu do maksymalnego urzeczywistnienia świata gry, a wręcz przeciwnie - produkcja zyskała szerokie grono odbiorców dzięki możliwości oderwania się od szarej codzienności. W pewnym sensie, mógł być to swego rodzaju zwiastun dzisiejszych czasów, kiedy to potentantem stało się Nintendo, graczom oferując szereg casualowych produkcji. I przyznam szczerze - z owym zwiastunem wiążę wiele bardzo ciepłych wspomnień.
Serious Sam jako seria, do dziś pozostaje niedościgłym wzorcem w dziedzinie “bezmyślnych” First Person Shooterów, choć muszę przyznać że część druga pozostawia niesmak i co najwyżej pozwala mieć nadzieję na lepszą przyszłość sagi*. Twórcy postanowili skomplikować sobie i nam życie i przekształcili cudowne w swej prostocie rozwinięcie prezentacji silnika (jakim pierwej był pierwszy Serious) w sztampową strzelankę dnia dzisiejszego, jakich wiele. Urok głupawych potworów z zerowym AI, absurdalnego uzbrojenia i oscetycznego HUDa (pamiętacie te paskudne, zielone symbole? ;)) nagle prysł, by ustąpić miejsca większemu zróżnicowaniu przeciwników i rozwinięciu “cool”/”jazzy” plastikowego arsenału. Owszem - gra dalej posiadała urok, który zwie się “odpal i zapomnij o wszystkim”, jednak to, od czego zacząłem - klimat, uleciał. Wraz z nim obniżyła loty i sama gra, która zwyczajnie przestała wyróżniać się na tle całej reszty (likwidacja bezgłowych kamikaze to - nomen omen - samobójstwo dla serii).
Mamy rok 2008, a Serious Sam wciąż doskonale bawi i pokazuje, że aby być grą udaną, nie trzeba wcale epickiej fabuły, wielu zakończeń i rewolucyjnego systemu rozwoju statystyk. By jednak stać się tytułem wybitnym, o którym gracze będą pamiętali przez lata, potrzeba świeżego, odkrywczego klimatu. A ten, w dwóch pierwszych częściach niezaprzeczalnie jest obecny. A kto twierdzi inaczej… a co mi tam - “Waaaaaaaaah yourself!”
Po prostu - stary, dobry Sam. Urok totalnej destrukcji w stu procentach.
*W produkcji znajduje się trzecia już część Serious Sama, choć - oprócz tego, że zastosowany w niej będzie autorski Serious Engine III, o samej grze nic nie wiadomo
Tagi: Bomb, Croteam, FPP, FPS, Godgames, Kamikadze, Kamikaze, Mental, Minigun, PC, Rocket Launcher, Serious, Serious Sam, Simba, Ugh Zan
Kategorie: Gry |

9 lipca 2008 o 17:22
Nie no… w ten weekend wyciągam PieCa ‘od gier’ z szafy i instaluje pierwszą część ‘SS’
będzie się na czym wyżyć!
9 lipca 2008 o 19:20
Odpowiednie ścieżki dźwiękowe powodują hipnotyczne stany, zauroczenie nowym światem i jednocześnie pochłaniają czas niczym głodny wilk owcę - dlatego są maniacy co mogą całą noc grać i nadal im mało. Wiem coś o tym bo u mnie w domu ktoś gra w samurai warriors II, oj co za sieczka (gra typu joanna d’arc) co kilkanaście minut bohater ma wyższy level i lepsze ciosy, aż się krew gotuje. Ja gdy już się odrobię (w rzeczywistości to pewnie dopiero około grudnia) to instalnę europę universalis 2 bo w wersji 3 mam za słaby komp i poświęcę te 300h na małą partyjkę.
9 lipca 2008 o 21:36
Ja sobie jednak “dwójeczkę” daruję - jest dla mnie zbyt kolorowa. W SS:SE jednak jeszcze nie grałem… “Jedynkę” za to wspominam jak najbardziej pozytywnie - to przy tej grze nauczyłem się grać w FPS-y, a przynajmniej zwiększyłem swoją skuteczność, szybkość i precyzję wystrzałów.