Biegaj dla zdrowia. Psychicznego.
Autor: Boromi. Data: 4 sierpnia 2008, 19:26.Ostatnio zebrało mi się na wspominanie. Czego? A choćby tego, z czym dopiero co się pożegnałem - gimnazjum. No a jak gimnazjum to - rzecz (dla mnie) jasna - dreptanie! Swoją “karierę” (a trzeba wiedzieć, że - mówiąc z perspektywy czasu - była to kariera intensywna choć krótka i - gdyby nie kilkumiesięczna kontuzja i - niebawem po niej - wykrycie schorzenia eliminującego mnie jako zawodnika, kto wie czy teraz miast pisać te słowa, nie zaliczałbym “wieczornych dyszek”…) rozpocząłem wraz z Run Warsaw 2006. Impreza nie tyle fajna, co wprost przecudowna. Po prostu nie da opisać się uczucia, jakie towarzyszy ujrzeniu dwupasmówki szczelnie wypełnionej żółcią bądź zielenią (ta druga już w roku 2007). Właśnie od tego zaczęła się moja przygoda z bieganiem.

eRRR… Go!
No dobrze, ale do czego właściwie zmierzam…? Otóż - chciałem zachęcić Was do “bezinteresownego” skosztowania tego sportu - nie bo “na WueFie kazali”, nie bo “Boromi napisał” - po prostu i zwyczajnie - wzorem jednego z moich ulubionych bohaterów filmowych, Forresta Gumpa, w pewien ciepły letni dzionek spróbujcie odnaleźć w sobie tą, hmm… potrzebę? W każdym razie - kiedyś spróbujcie.
Bieganie, wbrew obecnemu tu i tam przeświadczeniu, iż jest sportem monotonnym i “sztywnym”, daje niesamowitą swobodę i harmonię. Co najważniejsze jednak - pobudza organizm do wydzielania “hormonów szczęścia”, Endorfin.
Szczerze mówiąc - w początkowej fazie mojego biegania, całą sprawę owego “remedium” traktowałem z dużym przymrużeniem oka i uważałem za przesadzoną. Z czasem jednak, coś drgnęło. Faktycznie, zacząłem powoli poddawać się różowieniu otoczenia. Nie było to w pełni świadome i do końca odczuwalne, tak jak rosnąc nie odczuwa się wyraźnej różnicy. Aż do czasu gdy los zaprowadzi człowieka pod framugę, gdzie zobaczy o ile zmieniła się jego postać w przeciągu tego pół roku…
No właśnie, tak się złożyło, że i mnie pod ową framugą (mówiąc metaforycznie) postawiono. A właściwie - postawiła, bo to ona. Kontuzja. Droga pod framugę - o dziwo, trwała dość długo. No ale oczywiście ja, jako zapalony biegacz, za nic miałem sobie ból okolicy kolana który - pod pozorem “wzrostowych cierpień” skrywał zapalenie przyczepów mięśniowych a ciągnął za sobą 2 miesiące nieustannego stania przy cholernej “framudze”. Tyle, że były to dwa miesiące błyskawicznego kurczenia się.
Jeśli w miarę uważnie przestudiowałeś, o “czytaczu” całą tą liryczną pieśń pochwalną, jasną stanie się dla Ciebie konkluzja - bieganie to najlepszy przyjaciel optymisty. Serio, sam bardzo żałuję że aktualnie nie jestem w stanie wyjść sobie wieczorkiem i zrobić tych pięciu kilometrów. Pal licho organizm (celowo pominąłem w tym felietonku kwestię rozwoju tegoż - i tak za 70 lat będzie do wyrzucenia) ale, do cholery - Endorfiny! to jest to, czego naprawdę brakuje mi teraz w codziennym życiu. Lekarze mówią - “biegaj dla zdrowia”. Boromi pisze - “bzdura wierutna. Biegaj dla siebie. Zdrowie to sprawa drugoplanowa, bo i zbyt ulotna. Amen”.

Niesamowite panoramy to jedno, ale stukrotnie lepszym i mocniejszym doznaniem jest sama obecność w tym “morzu”
… dodam tylko że jestem obecny na tym zdjęciu. Znajdziesz mnie? (przecież to “tylko” niecałe 20.000 ludzi!)
Tagi: Bieg Mikołajkowy, Bieg Niepodległości, Bieganie, Forrest Gump, Human Race, Las Kabacki, Maniacka Dziesiątka, Nike, Run Warsaw, Ścieżki, Sport, Wilanów
Kategorie: R-go |

6 sierpnia 2008 o 21:32
ładnie powiedziane, jednak sport to sport, przymierzam się do roweru, mam w planach kupić sobie nowy sprzęt i zacząć raz, może dwa razy na miesiąc zwiedzić coś w okolicy, a wiem że jest co zwiedzać