Golden Sun 3 - A.D. 20…?

Autor: Boromi. Data: 15 lipca 2008, 20:44.

„Złote Słońce” jest dla mnie jRPG idealnym. Toteż trudno mi jest uwierzyć, że arcydziełem studia Camelot zachwycam się już szósty rok (europejska premiera miała bowiem miejsce w roku 2002). Szósty rok kocham się dosłownie w każdym elemencie tego turowego „rolpleja”. I z każdą kolejną wiosną coraz większe wątpliwości mam co do sequela. Czy będzie? Jeżeli tak, to na jaką konsolę? Cóż - w tym artykule przedstawię stosunkowo krótką, ale jakże zawiłą historię Golden Sun 3 - gry, której jak nie było, tak nie ma.

Faza 1 - Przylądek Dobrej Nadziei - Ach, jakże szczęśliwi byliśmy w latach 2004 i 2005! Ledwo co ukazała się część druga ukochanej gry, a tu już na stronie Camelotu ukazała się informacja, iż prace nad kolejną częścią dosłownie wiszą w powietrzu (konsola docelowa - Nintendo DS)! Jakże przyjemnie było czytać wszelkiej maści domysły, czy spekulacje na temat fabuły i oficjalnej daty premiery… Ba! Pojawiła się nawet seria fake’ów związanych z tym tytułem! Golden Sun 3: Alex’s Path był najsłynniejszym z nich i wywołał niemałą wrzawę na rynku! Przyznam się szczerze, że właśnie ten fake stanowił jedną z głównych powodów zakupienia przeze mnie konsoli NDS… Dziś, gdy znam już dobrze możliwości tej konsolki, nie mogę się nadziwić jak świat (a w tym - także i ja) mógł uwierzyć, że Camelot - niewątpliwi pionierzy jeżeli chodzi o grafikę na handheldach, mógłby ekran tytułowy wykonać tak paskudnie… Cóż - koniec końców jednak - potwierdziła się smutna dla fanów informacja o fałszerstwie. Rozpoczął się dłuuugi okres oczekiwań na jakiekolwiek newsy… Camelot wyraźnie grał fanom Isaaca, Felixa i spółki na nerwach, prezentując kolejne zapowiedzi ich najnowszego produktu - gry o tematyce golfa, wydanej na PC…

Naprawdę paskudny fake…

Faza 2 - Wiiii! - Następnie, nastąpiło swoiste „BUM!” na rzekome okładki Golden Suna na konsolę Nintendo Wii. Wszystkie są naturalnie złożonymi w Photoshopie artworkami z pierwszych dwóch części. Szczerze mówiąc - wątpię, by ktokolwiek uwierzył w prawdziwość tych materiałów. „Staff of Hesperia” jest jeszcze w stanie przekonać ze względu na postaci wycięte z różnego rodzaju artworków (choć i tak wygląda to okropnie i wręcz banalnie). Reszta to nic innego jak doskonale znane wszystkim fanom tapety, ewentualnie połączone z jakąś prostą grafiką z gry. Najlepiej spośród niesławnej trójki, prezentuje się niewątpliwie „World of Golden Sun” (ok - pomijając nazwę idiotycznie zerżniętą z pewnego MMORPG i dość naiwną czcionkę dobraną dla pierwszego jej członu i rewersu okładki) - dość przemyślana kompozycja, ciekawa wizja samej gry… Szkoda jedynie, że wszyscy twórcy nie przemyśleli do końca kwestii językowych. Który bowiem z japońskich producentów gier, zaprezentowałby w pierwszej kolejności okładkę anglojęzyczną…?)

Faza 3 - Wróżenie z fusów - Lato 2007. „Nowe” targi E3 trwają w najlepsze. I nagle - ni z tego, ni z owego, jak grom z jasnego nieba na klientów Nintendo spada informacja - „za kurtyną”, na stoisku Camelotu, jeden z dziennikarzy węszących na imprezie, otrzymał garść informacji (oraz miał okazję też zagrać) na temat nowej gry jRPG ich autorstwa. Nie, wcale się nie mylicie - chodziło naturalnie o wytęsknione Golden Sun 3. Opublikowano nawet zdjęcie całej konsolki, wyświetlającej ekran tytułowy. Pełen tytuł gry brzmiał następująco: Golden Sun: The Solar Soothsayer (Golden Sun: Słoneczny Wróżbita). Wyglądało toto już znacznie estetyczniej niż poprzednia „Ścieżka Alexa”, ale cała akcja była dość mało przemyślana. Po pierwsze - co od razu rzucało się w oczy - ów ekran tytułowy był niczym innym, jak tylko zręcznym połączeniem dawno już opublikowanego artworku i… fragmentu mapy z Golden Sun: The Lost Age. Następną kwestią był brak znaczka Reserved przy logo Golden Sun (jego obecność jest całkowicie oczywista i konieczna). Ostatnim niedopatrzeniem autora było powtórzenie błędu zapoczątkowanego w „sezonie na Wii” - angielski język. Koniec końców jednak - wrzawa podniosła się niesamowita i trwała w zasadzie aż do opublikowania krótkiego wywiadu z twórcą fake’a. Przyznał się do oszustwa, przepraszając rzecz jasna wszystkich fanów i podając motywy, jakie nim kierowały. Niebawem też, pojawił się wywiad z artystami z Camelot. Kwestia ich „czarnego konia” została w nim potraktowana po macoszemu - Panowie przyjęli

bezpieczną pozycję i nie powiedzieli w zasadzie nic czego my, gracze, nie wiedzieliśmy. To znaczy - że bardzo kochają gry RPG, ale na chwilę obecną nie mogą zdradzić absolutnie nic z planów wydawniczych Camelotu. Mimo to - jakaś nadzieja na nowo zajaśniała w sercach fanów…

“Prawie” jak autentyczny screen z gry…

Bajanie w obłokach… - Wiele emocji budzi też kwestia fabuły, jaką - miejmy nadzieję, w przyszłej grze Camelotu odnajdziemy. Pierwszą, opartą na solidnych argumentach w postaci cytatu, jest scenariusz zemsty Alexa. Jak pamiętamy, koniec końców to ta postać okazała się być zdrajcą, pełnym rządzy zaspokojenia własnych snów o potędze. Wszyscy też wiemy jak się to skończyło - po krótkim, przegranym pojedynku z Wise One, Alex wraz z Górą Aleph został pochłonięty przez jądro kontynentu. Zastanawia jednak jedna z ostatnich linijek, jakie bożek wypowiada do na wpół żywego przeciwnika:

“If you survive, perhaps we shall meet again someday…”

Nie wiem jak Wam, ale mi wygląda to faktycznie na swoiste „drzwi kuchenne” jakie Camelot zostawił sobie, rzekomo zamykając historię Golden Sun na dobre…

Kolejnym, niekoniecznie wykluczającym się z poprzednim scenariuszem, jest typowy zabieg umrocznienia Weyard (podobnego dopuścili się panowie z Intelligent Systems w najnowszej odsłonie Advance Wars). Jak pamiętamy, w The Lost Age uwolniona została Alchemia - dawne błogosławieństwo, ale i przekleństwa całego uniwersum. Była to pradawna moc, płynąca z 4 żywiołów - Wody, Ognia, Powietrza i Ziemi. Moc owa dawała ludziom wielkie możliwości, jednak ostatecznie - sprowadziła na Weyard chaos i zamęt - ludzie walczyli między sobą o władzę, niszcząc przy okazji cały dotychczasowy dorobek. W konsekwencji, moc została uwięziona w 4 latarniach i - jak wiadomo - ponownie uwolniona przez bohaterów, na samym końcu gry. Scenariusz apokalipsy umieszcza nas w Weyard chylącym się ku upadkowi - pełnym wojen i chaosu. I choć ta opcja wydaje się równie prawdopodobna i ciekawa, osobiście wolałbym jej nie doświadczyć. Bo - jeżeli gra będzie - tak jak Advance Wars: Days of Ruin - cała w kolorze sepii, gdzie wówczas odnajdziemy pogodne, skąpane w słońcu miasteczka, którymi szczyciły się dwie poprzednie części…?

Kwestią do wyjaśnienia pozostaje też główni bohaterowie. Najprawdopodobniej - wzorem tradycji, w grze pokierujemy kwartetem. Co do samej „zawartości” składu - nic nie jest oczywiście wyjaśnione, jednak na dobrą sprawę, możliwości jest 3. Pierwszą z nich jest stara drużyna - mało odkrywcze posunięcie, jednak Isaac i spółka to sprawdzona „marka”, gwarantująca ciekawą rozgrywkę. Druga opcja wiąże się bezpośrednio z jednym ze scenariuszy. Otóż - pomyślcie, jakiego uroku nabrałaby rozgrywka, gdybyśmy w Golden Sun 3 pokierowali prawdziwie czarnym charakterem (już w TLA nastąpiło swego rodzaju odwrócenie ról, jednak to nie było jeszcze „to”). Okaleczony, dyszący żądzą zemsty Alex to moim zdaniem znakomita odskocznia od cukierkowej, ratującej świat drużyny.

Co zaś się tyczy samych bohaterów - jest jeszcze jedno prawdopodobieństwo. Otóż - w trakcie wędrówki po świecie drugiej części gry spotkaliśmy dwójkę dzieci, która sprawnie posługiwała się Psynergią: „anonimowe” niemowlę z Contigo (adeptka magii Jupitera używała czaru „Whirlwind”) i Eoleo - syn pirata Briggsa (używał on czaru „Catch”). Nie wiadomo co prawda nic o pozostałych „członkach”, jednak nie da się ukryć, że trudno uznać umieszczenie tego rodzaju „ewenementów” było przypadkowe…

Ostatnim już wątkiem jaki przychodzi mi do głowy (niekoniecznie głównym, choć nie ukrywam że uważam iż jako poboczny sprawdziłby się doskonale) jest pochodzenie Sheby. Jak zapewnie niektórzy z was pamiętają, ta adeptka wychowywała się w Lalivero, jednak legenda głosiła, że będąc niemowlęciem… spadł z nieba. Podejrzewa się też, że owym „niebem” jest w grze Anemos - mityczna kraina w przestworzach, której część spadła na Weyard. Pozostałością po upadku są ruiny Anemos Sanctuum, które co wytrwalsi mieli okazję odwiedzić. Trudno jednak ocenić, w jakim stopniu wątek odwiedzenia Anemos jest realny.

Konkluzja - Na dzień dzisiejszy niestety nie ma żadnych konkretów dotyczących czy to fabuły, czy choćby daty premiery trzeciej części Golden Sun. Trudno jako źródło informacji przyjmować wywiady z członkami Camelotu, gdyż już wielokrotnie okazało się, że panowie zwyczajnie się migają, a ich wypowiedzi potrafią zmylić. Mimo to - ja wciąż czekam i wierzę, że gra dla której zakupiłem prawie 3 lata temu DSa w końcu się ukaże (tym bardziej, że na dobre rozpoczęły się targi E3)


Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,
Kategorie: Gry |

Komentarze (3) do wpisu “Golden Sun 3 - A.D. 20…?”

  1. 4Avatars abrasante:

    Ehh… cały podekscytowany dzisiaj oglądałem z dziewczyną konferencje Nintendo na targach E3… o GS3 ‘ni widu, ni słychu’. Targi będą jeszcze trwały dwa dni, zobaczymy, może czekają na ostatnią godzinę? (;/). Uwielbiam wypowiedź Camelotu w której mówią, że kochają gry, rozumieją, że jest wiele ludzi czekających na kontynuację Golden Sun, lecz również czekają na ‘Golf’, ja się pytam jaki golf do kur**… kogo interesuje golf od Camelotu… niech się napchają kijami w du… się zdenerwowałem :) przepraszam :)

  2. 4Avatars Isaac:

    Po pierwsze: Eoleo, nie Eleo XD Po drugie: Camelot sucks! Tyle.

  3. 4Avatars GBanshee:

    No tak. Kolejny golf - of course.
    Golden Sun 3? - nieeeeee -_-
    Camelot już mnie wkurwia, za przeproszeniem. Wypuszczają serię badziewnych “golfów” w które grają tylko maniacy golfa. Jedynie Mario Golf Advance Tour na GBA było dobre (przynajmniej dla mnie). Na prawdę mam już dosyć czytania: “Chcemy zrobić GSa, ale teraz robimy golfa, nie chce nam się, skończyła się kawa i połowa teamu ma problemy z prostatą. Ale chcemy zrobić i zrobimy. Kiedyś. Może. Raczej. Prawdopodobnie. Chyba.”
    …kurwa >_>

Zostaw komentarz