<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	>

<channel>
	<title>R-go</title>
	<atom:link href="http://boromi.vdl.pl/?feed=rss2" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://boromi.vdl.pl</link>
	<description>Groch z Kapustą.</description>
	<pubDate>Sat, 09 Aug 2008 11:30:57 +0000</pubDate>
	<generator>http://wordpress.org/?v=2.5.1</generator>
	<language>en</language>
			<item>
		<title>Simple Story&#8230;</title>
		<link>http://boromi.vdl.pl/?p=13</link>
		<comments>http://boromi.vdl.pl/?p=13#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 07 Aug 2008 19:20:51 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Boromi</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[Gry]]></category>

		<category><![CDATA[R-go]]></category>

		<category><![CDATA[Advance]]></category>

		<category><![CDATA[Atari]]></category>

		<category><![CDATA[Castlevania]]></category>

		<category><![CDATA[CDA]]></category>

		<category><![CDATA[Crash Bandicoot]]></category>

		<category><![CDATA[Emulacja]]></category>

		<category><![CDATA[Emulator]]></category>

		<category><![CDATA[Game Boy]]></category>

		<category><![CDATA[Gamecube]]></category>

		<category><![CDATA[Gaming]]></category>

		<category><![CDATA[Konsole]]></category>

		<category><![CDATA[Mame]]></category>

		<category><![CDATA[N64]]></category>

		<category><![CDATA[NES]]></category>

		<category><![CDATA[Nintendo]]></category>

		<category><![CDATA[PC]]></category>

		<category><![CDATA[Pegasus]]></category>

		<category><![CDATA[Playstation]]></category>

		<category><![CDATA[Prince of Persia]]></category>

		<category><![CDATA[PSX]]></category>

		<category><![CDATA[Resident Evil]]></category>

		<category><![CDATA[Silent Hill]]></category>

		<category><![CDATA[SNES]]></category>

		<category><![CDATA[Sonic]]></category>

		<category><![CDATA[Super Mario]]></category>

		<category><![CDATA[Twardy Twardziel Kyle]]></category>

		<category><![CDATA[Visual Boy]]></category>

		<category><![CDATA[X-box]]></category>

		<category><![CDATA[Zin]]></category>

		<category><![CDATA[ZX Spectrum]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://boromi.vdl.pl/?p=13</guid>
		<description><![CDATA[Emu-Kouncik - internetowy zin, który - oprócz oczywistej obecności w Archiwum na swej stronie domowej, trafia do graczy na (dawniej) cover CD miesięcznika CDA. Swoją karierę rozpoczął Lipcem roku 2001, a - doczekawszy się 47 numerów, przykrył się puchatą kołderką. Nie na długo jednak, gdyż niemal dokładnie 6 lat po starcie - Lipcem 2007, niczym [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;"><a href="http://emukouncik.xt.pl/" target="_blank"><strong>Emu-Kouncik</strong></a> - internetowy zin, który - oprócz oczywistej obecności w Archiwum na swej stronie domowej, trafia do graczy na (dawniej) cover CD miesięcznika CDA. Swoją karierę rozpoczął Lipcem roku 2001, a - doczekawszy się 47 numerów, przykrył się puchatą kołderką. Nie na długo jednak, gdyż niemal dokładnie 6 lat po starcie - Lipcem 2007, niczym Feniks powstał z popiołów. Aktualnie, premiery doczekało się 58 numerów oraz zmiany redaktora naczelnego (Nacia - osoba, która jest odpowiedzialna za powstanie zinu, przekazała kierownictwo nad tymże Noxowi_A15, który do dziś sukcesywnie sprawuje władzę w redakcji ;))</p>
<p style="text-align: right;">Tyle teorii. Żyję w praktyce.</p>
<p style="text-align: center;"><img class="aligncenter" style="border: 3px solid #d0d0d0;" src="http://img517.imageshack.us/img517/2637/tytulkj9.jpg" alt="" width="500" height="140" /></p>
<p style="text-align: justify;">I bardzo dobrze, bo praktycznie jest lepiej. Czemu? Ano - bo zin wciąż się rozwija, zmienia, ewoluuje. Słowem - tętni życiem. Ale od początku (mojego - wypadałoby napisać). Rok temu w wakacje podłapałem bakcyla piśmienniczego. Po prostu - zupełnie bezinteresownie i bez jakichkolwiek planów na przyszłość moich (po)tworów, zacząłem recenzować gry. Można powiedzieć, że robiłem to do przysłowiowej &#8220;szuflady&#8221;, gdyż autentycznie potrzeba pisania nie wynikała od nikogo/niczego.</p>
<p style="text-align: justify;">Po dwutygodniowym wyjeździe, na który wyjechałem z notebookiem pod pachą, ilość tekstów zdecydowanie wzrosła (na oko - było ich nieco ponad 10), jednak wciąż sprawiało mi to taką przyjemność, że nawet nie myślałem o podłapaniu &#8220;angażu&#8221; w którejś z redakcji. Aż przyszedł smutny dzień powrotu do Miasta Tysiąca Blokowisk.<strong> </strong>Tak się akurat złożyło, że - by czas w podróży zbytnio się nie dłużył, zakupiłem CDA.</p>
<p style="text-align: justify;">Przeskoczywszy żmudny fragment liczenia słupów telegraficznych/przejeżdżających samochodów i - co zatym idzie - zalazłszy się w domu i dopełniwszy wszelkich obowiązków organizacyjnych, bezzwłocznie zabrałem się do poznawania zawartości cover DVD magazynu. Zwyczajowo, rozpocząłem od ulubionego działu mojego oraz mojego blaszaka (bo wymagającego najmniejszego zaangażowania sprzętowego, u-ha-ha), czyli kou - pardon - kącikowego. Z zaciekawieniem powitałem dawnego gościa, który - nie wiadomo skąd nagle powrócił na łamach owego działu. Zwał się <strong>Emu-Kouncik.</strong></p>
<p style="text-align: center;"><img class="aligncenter" style="border: 3px solid #d0d0d0;" src="http://img225.imageshack.us/img225/7947/tytul2tm0.jpg" alt="" /></p>
<p style="text-align: justify;">Tytuł wyraźnie kojarzyłem, bo - jako że od dawna jako PeCetowiec, mam &#8220;niezdrowe skłonności&#8221; do uciekania w świat konsol, zin kiedyś czytywałem i to z niemałą przyjemnością (nie wrył mi się jednak wówczas w pamięć na tyle, by choćby odnotować jego nieobecność na płytkach), toteż z radością zacząłem dobierać się do efektu pracy ówczesnej redakcji. I, no kurcze - co tu kryć - <strong>to było po prostu przeznaczenie</strong>. Ja - człeczyna, które ostatni miesiąc spędził praktycznie głównie w Wordzie i niebieska okładka E-K, z czerwonym ogłoszeniem dotyczącym rekrutacji. Z przeświadczeniem, że oto właśnie los uśmiechnął się do mnie i owoców mojej pracy, rzuciłem się z laptopem w kierunku gniazdka telefonicznego (zgadza się - stałe łącze w domu gości u mnie od niecałego roku)&#8230;</p>
<p style="text-align: justify;">W ogóle - z całą rekrutacją wiąże się dość zabawna historia. Otóż - operując wręcz niewyobrażalnie niską prędkością łącza, postanowiłem wysłać pierwszego maila. Mail był długaśny i jak na dłoni pokazywał moje przejęcie (pamiętam że autentycznie nie mogłem potem zasnąć, rozmyślając czy adresat przypadkiem nie odeśle mnie z &#8220;kwitkiem&#8221;), a napisany był niemal jak list motywacyjny. Dodatkowo - zawierał w załączniku próbną recenzję. Mimo rozmaitości w niej zawartych, wp nie raczyło wyświetlić raportu o wysłaniu wiadomości, co zaowocowało moją nerwówką i wysłaniem kolejnego maila z - przypadkowo wysłanym, zupełnie innym od poprzedniego, tekstem próbnym. Ponownie - raportu dostarczenia nie było, dzięki czemu gmail wzbogacił się o kolejnego użytkownika (to się nazywa upór, nie? ;)). Tak więc - <strong>z konta powędrował kolejny, trzeci już mail</strong> skierowany do Noxa. I - jak się potem okazało - ponownie wysłałem nie ten &#8220;tekst próbny&#8221; co trzeba. I w ten sposób powstał właśnie mój wkład w numer 51 - możecie w nim znaleść właśnie owe trzy &#8220;teksty próbne&#8221;, które jeden po drugim powędrowały (o czym dowiedziałem się dopiero w mailach zwrotnych, których zresztą też było trzy), do przyszłego Naczelnego. Wiadomość z gmaila wciąż w skrzynce posiadam (mają tam tak rewelacyjny sposób przechowywania wiadomości, że kasowanie jest całkowicie zbędne) i - muszę przyznać, że jego treść śmieszy mnie dziś niemal do łez (chociaż  pamiętam jak wtedy strasznie się przejąłem, że przyszłemu &#8220;pracodawcy&#8221; tak zawaliłem skrzynkę!):</p>
<p style="text-align: justify;"><span style="color: #888888;"><em>&#8220;Witam</em></span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="color: #888888;"><em>O, a jednak jest i trzeci list. Widzę, że mój długi pobyt na wakacjach musiał być dla Ciebie naprawdę niewygodny, za co przepraszam. Przepraszam też, że wcześniej nie sprawdziłem ile jest wszystkich listów, zamiast tego na każdy odpowiedziałem z osobna, po więcej informacji odsyłam do wcześniejszych odpowiedzi.</em></span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="color: #888888;"><em>Pozdrawiam<br />
Nox_A15</em>&#8220;</span></p>
<p style="text-align: center;"><img class="aligncenter" style="border: 3px solid #d0d0d0;" src="http://img365.imageshack.us/img365/874/tytul3gi1.jpg" alt="" width="500" height="87" /></p>
<p style="text-align: justify;">I było to prawdą - w pozostałych wiadomościach Nox wszystko opisał. A ja się zagotowałem, jak - nie przymierzając, jajko na twardo. Nic to jednak - szczęśliwie udało mi się do redakcji dołączyć. I - także szczęśliwie - jestem w niej po dziś dzień. Szczęśliwie - bo i <strong>trudno wyobrazić sobie redakcję bardziej zgraną, a przy tym - w której wszystko opiera się na tak zdrowych, można wręcz powiedzieć - chłopskich zasadach</strong>.</p>
<p style="text-align: justify;"><a href="http://emukouncik.xt.pl" target="_blank"><strong>Emu-Kouncik</strong></a> to magazyn, który najprościej definiują słowa: <strong>&#8220;od graczy dla graczy&#8221;</strong>. Nie mamy wyjątkowej okładki w każdym numerze bajeranckich &#8220;wodotrysków&#8221; (choć już wkrótce może się to zmienić - patrz: news na <a href="http://emukouncik.xt.pl" target="_self">stronie głównej</a>), czy sponsorowanych reklam. Mamy za to pasję, którą każdy z nas dokłada swoją &#8220;cegiełkę&#8221; do każdego numeru. Gorąco zachęcam więc wszystkich do korzystania z - odrzućmy fałszywą skromność (tak, czytam właśnie &#8220;Kontaktowych&#8221; ;)) - bardzo dużego zbioru obecnego w Archiwum Kouncika. Nic nie kosztuje, a ile radości! <img src='http://boromi.vdl.pl/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' /> </p>
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;"><strong><br />
</strong></p>
<p style="text-align: left;">
<p style="text-align: right;">
<p style="text-align: left;">
<p style="text-align: left;">
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://boromi.vdl.pl/?feed=rss2&amp;p=13</wfw:commentRss>
		</item>
		<item>
		<title>Głos z jedwabiu - Katie Melua</title>
		<link>http://boromi.vdl.pl/?p=15</link>
		<comments>http://boromi.vdl.pl/?p=15#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 06 Aug 2008 18:13:38 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Boromi</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[Muzyka]]></category>

		<category><![CDATA[Blues]]></category>

		<category><![CDATA[Call Off The Search]]></category>

		<category><![CDATA[If The Lights Go Out]]></category>

		<category><![CDATA[Jazz]]></category>

		<category><![CDATA[Melua]]></category>

		<category><![CDATA[Nine Million Bicycles]]></category>

		<category><![CDATA[Pictures]]></category>

		<category><![CDATA[Piece by Piece]]></category>

		<category><![CDATA[Spider's Web]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://boromi.vdl.pl/?p=15</guid>
		<description><![CDATA[&#8220;Nine Million Bicycles&#8221; - Kto nie miał okazji usłyszeć gdzieś tej piosenki? Mniej więcej dwa lata temu (po festiwalu w Sopocie, latem 2006 roku) o Katie (Melue? Melule?) zrobiło się u nas głośno, najgłośniej zaś w radiu. Wspomniany już singiel z drugiej płyty wokalistki (dodam, że jest to jeden z bardziej kiczowatych jej kawałków) właśnie [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;"><strong>&#8220;Nine Million Bicycles&#8221; - </strong>Kto nie miał okazji usłyszeć gdzieś tej piosenki? Mniej więcej dwa lata temu (po festiwalu w Sopocie, latem 2006 roku) o Katie (Melue? Melule?) zrobiło się u nas głośno, najgłośniej zaś w radiu. Wspomniany już singiel z drugiej płyty wokalistki (dodam, że jest to jeden z bardziej kiczowatych jej kawałków) właśnie wychodził mi bokiem, gdy stojąc w empickiej kolejce z zamiarem zakupu &#8220;Piece by Piece&#8221; po raz n-ty go usłyszałem. Mimo to - dzielnie wytrwałem i już po chwili pomaszerowałem w kierunku domowego siedliska, będąc już w posiadaniu albumu.</p>
<p style="text-align: justify;">Styl Meluy to coś w rodzaju muzycznego miksu. Ma w sobie sporo z popu, momentami pałeczkę pierwszeństwa przejmuje jazz przemieszany z bluesowymi przyśpiewkami, jednak zawsze - niezależnie od &#8220;humoru&#8221;, najlepszym elementem pozostaje właśnie jej głos. Właśnie on sprawia, że - typowo banalne, popowe teksty zyskują niesamowity urok i - można by rzec - charakter. Weźmy na ten przykład kolejny singiel - <strong>Spider&#8217;s Web</strong>. Doskonały (moim zdaniem, wielokrotnie ciekawszy niż &#8220;Rowery&#8221;) kawałek, o dziwo dopełniony naprawdę niebanalnym tekstem. Nie miałby jednak takiej mocy bez łagodności głosu wokalistki, który w trzeciej zwrotce pokazuje jednak &#8220;pazurki&#8221;&#8230;</p>
<p style="text-align: center;"><img class="aligncenter" style="border: 3px solid #d0d0d0; padding: 0px; background-color: #000000;" src="http://img48.imageshack.us/img48/3700/katiefw9.jpg" alt="" /></p>
<p style="text-align: justify;">Rozmawiając z wieloma ludźmi o muzyce Meluy, bardzo często odnosiłem wrażenie, że wielu z nich zroziło się do niej właśnie dzięki kochanym mediom, które aż do mdłości katowały - co tu kryć - dość monotonną piosenkę. Co jednak warto podkreślić - <strong>muzyka Katie Meluy ma się nijak stylem do &#8220;Nine Million Bicycles</strong>, na szczęście - należałoby dodać.</p>
<p style="text-align: justify;">Niewątpliwą zaletą twórczości Katie jest pewna różnorodność - każda spośród trzech, moim zdaniem, znakomitych płyt, jest nieco inna. <strong>&#8220;Call off The Search&#8221;</strong>, którą rozpoczęła się kariera piosenkarki, jest spośród wszystkich albumów najbardziej zachacza o melanholijny blues, z kolei najnowszy krążek, zatytułowany po prostu <strong>&#8220;Pictures&#8221;</strong> ma w sobie najwięcej popu (ale też bez przesady - poza tym jest to taki pop, którego ja osobiście chciałbym słuchać). Najciekawszą opcją jest jednak według mnie album, który dał Katie prawdziwie medialny rozgłos także w rejonie starego kontynentu - <strong>&#8220;Piece by Piece&#8221;</strong>. Przede wszystkim - jest najbardziej pogodny, co - moim zdaniem - w przypadku tej barwy głosu, jest bardzo ważne (między innymi z powodu &#8220;smęcenia&#8221; na &#8220;Pictures&#8221; oberwała nieco od krytyków, z którymi wyjątkowo nieco się zgadzam). Po drugie - &#8220;Kawałek po Kawałku&#8221; jest niesamowicie spójnym albumem i faktycznie, w trakcie jego słuchania ma się wrażenie nieprzypadkowej kolejności ścieżek. Po trzecie wreszcie - uważam, że oryginalne piosenki są ciekawsze niż &#8220;odgrzewane&#8221; kawałków, choćby nie wiem jak dobry cover miałby to być. Zdecydowanie zachęcam jednak wszystkich do zapoznania się z całą twórczością Meluy - warto, choćby dla samego jej głosu, który dosłownie chwyta za serce.</p>
<p style="text-align: center;"><img style="border: 3px solid #d0d0d0; padding: 0px; background-color: #000000;" src="http://img165.imageshack.us/img165/264/katiemelua2wy4.jpg" alt="" /></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://boromi.vdl.pl/?feed=rss2&amp;p=15</wfw:commentRss>
		</item>
		<item>
		<title>Biegaj dla zdrowia. Psychicznego.</title>
		<link>http://boromi.vdl.pl/?p=12</link>
		<comments>http://boromi.vdl.pl/?p=12#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 04 Aug 2008 17:26:23 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Boromi</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[R-go]]></category>

		<category><![CDATA[Bieg Mikołajkowy]]></category>

		<category><![CDATA[Bieg Niepodległości]]></category>

		<category><![CDATA[Bieganie]]></category>

		<category><![CDATA[Forrest Gump]]></category>

		<category><![CDATA[Human Race]]></category>

		<category><![CDATA[Las Kabacki]]></category>

		<category><![CDATA[Maniacka Dziesiątka]]></category>

		<category><![CDATA[Nike]]></category>

		<category><![CDATA[Run Warsaw]]></category>

		<category><![CDATA[Ścieżki]]></category>

		<category><![CDATA[Sport]]></category>

		<category><![CDATA[Wilanów]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://boromi.vdl.pl/?p=12</guid>
		<description><![CDATA[Ostatnio zebrało mi się na wspominanie. Czego? A choćby tego, z czym dopiero co się pożegnałem - gimnazjum. No a jak gimnazjum to - rzecz (dla mnie) jasna - dreptanie! Swoją &#8220;karierę&#8221; (a trzeba wiedzieć, że - mówiąc z perspektywy czasu - była to kariera intensywna choć krótka i - gdyby nie kilkumiesięczna kontuzja i [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;"><strong>Ostatnio zebrało mi się na wspominanie.</strong> Czego? A choćby tego, z czym dopiero co się pożegnałem - gimnazjum. No a jak gimnazjum to - rzecz (dla mnie) jasna - dreptanie! Swoją &#8220;karierę&#8221; (a trzeba wiedzieć, że - mówiąc z perspektywy czasu - była to kariera intensywna choć krótka i - gdyby nie kilkumiesięczna kontuzja i - niebawem po niej - wykrycie schorzenia eliminującego mnie jako zawodnika, kto wie czy teraz miast pisać te słowa, nie zaliczałbym &#8220;wieczornych dyszek&#8221;&#8230;) rozpocząłem wraz z Run Warsaw 2006. Impreza nie tyle fajna, co wprost przecudowna. Po prostu nie da opisać się uczucia, jakie towarzyszy ujrzeniu dwupasmówki szczelnie wypełnionej żółcią bądź zielenią (ta druga już w roku 2007). Właśnie od tego  zaczęła się moja przygoda z bieganiem.</p>
<p style="text-align: center;"><img class="aligncenter" style="border: 3px solid #d0d0d0; padding: 0px; background-color: #000000;" src="http://img135.imageshack.us/img135/7200/runnerny6.gif" alt="" /></p>
<p style="text-align: center;"><strong><span style="color: #888888;"><em>eRRR&#8230; Go!</em></span></strong></p>
<p style="text-align: justify;"><strong>No dobrze</strong>, ale do czego właściwie zmierzam&#8230;? Otóż - chciałem zachęcić Was do &#8220;bezinteresownego&#8221; skosztowania tego sportu - nie bo &#8220;na WueFie kazali&#8221;, nie bo &#8220;Boromi napisał&#8221; - po prostu i zwyczajnie - wzorem jednego z moich ulubionych bohaterów filmowych, Forresta Gumpa, w pewien ciepły letni dzionek spróbujcie odnaleźć w sobie tą, hmm&#8230; potrzebę? W każdym razie - kiedyś spróbujcie.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Bieganie</strong>, wbrew obecnemu tu i tam przeświadczeniu, iż jest sportem monotonnym i &#8220;sztywnym&#8221;, daje niesamowitą swobodę i harmonię. Co najważniejsze jednak - pobudza organizm do wydzielania &#8220;hormonów szczęścia&#8221;, <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Endorfiny" target="_blank">Endorfin</a>.<br />
Szczerze mówiąc - w początkowej fazie mojego biegania, całą sprawę owego &#8220;remedium&#8221; traktowałem z dużym przymrużeniem oka i uważałem za przesadzoną. Z czasem jednak, coś drgnęło. Faktycznie, zacząłem powoli poddawać się różowieniu otoczenia. Nie było to w pełni świadome i do końca odczuwalne, tak jak rosnąc nie odczuwa się wyraźnej różnicy. Aż do czasu gdy los zaprowadzi człowieka pod framugę, gdzie zobaczy o ile zmieniła się jego postać w przeciągu tego pół roku&#8230;</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>No właśnie</strong>, tak się złożyło, że i mnie pod ową framugą (mówiąc metaforycznie) postawiono. A właściwie - postawiła, bo to ona. Kontuzja. Droga pod framugę - o dziwo, trwała dość długo. No ale oczywiście ja, jako zapalony biegacz, za nic miałem sobie ból okolicy kolana który - pod pozorem &#8220;wzrostowych cierpień&#8221; skrywał zapalenie przyczepów mięśniowych a ciągnął za sobą 2 miesiące nieustannego stania przy cholernej &#8220;framudze&#8221;. Tyle, że były to dwa miesiące błyskawicznego kurczenia się.</p>
<p style="text-align: justify;">Jeśli w miarę uważnie przestudiowałeś, o &#8220;czytaczu&#8221; całą tą liryczną pieśń pochwalną, jasną stanie się dla Ciebie konkluzja - bieganie to najlepszy przyjaciel optymisty. Serio, sam bardzo żałuję że aktualnie nie jestem w stanie wyjść sobie wieczorkiem i zrobić tych pięciu kilometrów. Pal licho organizm (celowo pominąłem w tym felietonku kwestię rozwoju tegoż - i tak za 70 lat będzie do wyrzucenia) ale, do cholery - Endorfiny! to jest to, czego naprawdę brakuje mi teraz w codziennym życiu. Lekarze mówią - <strong>&#8220;biegaj dla zdrowia&#8221;</strong>. Boromi pisze - <strong>&#8220;bzdura wierutna. Biegaj dla siebie. Zdrowie to sprawa drugoplanowa, bo i zbyt ulotna. Amen&#8221;</strong>.</p>
<p style="text-align: center;"><img class="aligncenter" style="border: 3px solid #d0d0d0; padding: 0px; background-color: #000000;" src="http://img120.imageshack.us/img120/4923/rw031gc3.jpg" alt="" /></p>
<p style="text-align: center;"><span style="color: #888888;"><strong>Niesamowite panoramy to jedno, ale stukrotnie lepszym i mocniejszym doznaniem jest sama obecność w tym &#8220;morzu&#8221;</strong></span></p>
<p style="text-align: right;">&#8230; dodam tylko że jestem obecny na tym zdjęciu. Znajdziesz mnie? (przecież to &#8220;tylko&#8221; niecałe 20.000 ludzi!) <img src='http://boromi.vdl.pl/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' /> </p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://boromi.vdl.pl/?feed=rss2&amp;p=12</wfw:commentRss>
		</item>
		<item>
		<title>Golden Sun 3 - A.D. 20&#8230;?</title>
		<link>http://boromi.vdl.pl/?p=11</link>
		<comments>http://boromi.vdl.pl/?p=11#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 15 Jul 2008 18:44:43 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Boromi</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[Gry]]></category>

		<category><![CDATA[Alex]]></category>

		<category><![CDATA[Atteka]]></category>

		<category><![CDATA[Camelot]]></category>

		<category><![CDATA[DS]]></category>

		<category><![CDATA[Felix]]></category>

		<category><![CDATA[GBA]]></category>

		<category><![CDATA[Golden Sun]]></category>

		<category><![CDATA[Gondowan]]></category>

		<category><![CDATA[Isaac]]></category>

		<category><![CDATA[jRPG]]></category>

		<category><![CDATA[Jupiter]]></category>

		<category><![CDATA[Lemuria]]></category>

		<category><![CDATA[Lighthouse]]></category>

		<category><![CDATA[Lunpa]]></category>

		<category><![CDATA[Mars]]></category>

		<category><![CDATA[Mercury]]></category>

		<category><![CDATA[Nintendo]]></category>

		<category><![CDATA[Psyenergia]]></category>

		<category><![CDATA[Psyenergy]]></category>

		<category><![CDATA[RPG]]></category>

		<category><![CDATA[The Wise One]]></category>

		<category><![CDATA[Vale]]></category>

		<category><![CDATA[Venus]]></category>

		<category><![CDATA[Weyard]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://boromi.vdl.pl/?p=11</guid>
		<description><![CDATA[ 

„Złote Słońce&#8221; jest dla mnie jRPG idealnym. Toteż trudno mi jest uwierzyć, że arcydziełem studia Camelot zachwycam się już szósty rok (europejska premiera miała bowiem miejsce w roku 2002). Szósty rok kocham się dosłownie w każdym elemencie tego turowego „rolpleja&#8221;. I z każdą kolejną wiosną coraz większe wątpliwości mam co do sequela. Czy będzie? [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;"><!--[if !mso]></p>
<style>
v\:* {behavior:url(#default#VML);}
o\:* {behavior:url(#default#VML);}
w\:* {behavior:url(#default#VML);}
.shape {behavior:url(#default#VML);}
</style>
<p><![endif]--><!--[if gte mso 9]><xml> Normal   0         21         false   false   false      PL   X-NONE   X-NONE                                                     MicrosoftInternetExplorer4 </xml><![endif]--><!--[if gte mso 9]><xml> </xml><![endif]--> <!--[if gte mso 10]></p>
<style>
/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-priority:99;
mso-style-qformat:yes;
mso-style-parent:"";
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:11.0pt;
font-family:"Calibri","sans-serif";
mso-ascii-font-family:Calibri;
mso-ascii-theme-font:minor-latin;
mso-fareast-font-family:"Times New Roman";
mso-fareast-theme-font:minor-fareast;
mso-hansi-font-family:Calibri;
mso-hansi-theme-font:minor-latin;
mso-bidi-font-family:"Times New Roman";
mso-bidi-theme-font:minor-bidi;}
</style>
<p><![endif]--><!--[if gte mso 9]><xml> </xml><![endif]--><!--[if gte mso 9]><xml> </xml><![endif]--></p>
<p style="text-align: center;"><img style="border: 3px solid #d0d0d0; padding: 0px; background-color: #000000;" src="http://img513.imageshack.us/img513/2449/tbgoldenlogoue6.jpg" alt="" /></p>
<p style="text-align: justify;"><strong>„Złote Słońce&#8221; </strong>jest dla mnie jRPG idealnym. Toteż trudno mi jest uwierzyć, że arcydziełem studia Camelot zachwycam się już szósty rok (europejska premiera miała bowiem miejsce w roku 2002). Szósty rok kocham się dosłownie w każdym elemencie tego turowego „rolpleja&#8221;. I z każdą kolejną wiosną coraz większe wątpliwości mam co do sequela. Czy będzie? Jeżeli tak, to na jaką konsolę? Cóż - w tym artykule przedstawię stosunkowo krótką, ale jakże zawiłą historię Golden Sun 3 - gry, której jak nie było, tak nie ma.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Faza 1 - Przylądek Dobrej Nadziei - </strong>Ach, jakże szczęśliwi byliśmy w latach 2004 i 2005! Ledwo co ukazała się część druga ukochanej gry, a tu już na stronie Camelotu ukazała się informacja, iż prace nad kolejną częścią dosłownie wiszą w powietrzu (konsola docelowa - Nintendo DS)! Jakże przyjemnie było czytać wszelkiej maści domysły, czy spekulacje na temat fabuły i oficjalnej daty premiery&#8230; Ba! Pojawiła się nawet seria fake&#8217;ów związanych z tym tytułem! Golden Sun 3: Alex&#8217;s Path był najsłynniejszym z nich i wywołał niemałą wrzawę na rynku! Przyznam się szczerze, że właśnie ten fake stanowił jedną z głównych powodów zakupienia przeze mnie konsoli NDS&#8230; Dziś, gdy znam już dobrze możliwości tej konsolki, nie mogę się nadziwić jak świat (a w tym - także i ja) mógł uwierzyć, że Camelot - niewątpliwi pionierzy jeżeli chodzi o grafikę na handheldach, mógłby ekran tytułowy wykonać tak paskudnie&#8230; Cóż - koniec końców jednak - potwierdziła się smutna dla fanów informacja o fałszerstwie. Rozpoczął się dłuuugi okres oczekiwań na jakiekolwiek newsy&#8230; Camelot wyraźnie grał fanom Isaaca, Felixa i spółki na nerwach, prezentując kolejne zapowiedzi ich najnowszego produktu - gry o tematyce golfa, wydanej na PC&#8230;</p>
<p><strong> </strong></p>
<p style="text-align: center;">
<p style="text-align: center;"><img style="border: 3px solid #d0d0d0; padding: 0px; background-color: #000000;" src="http://img168.imageshack.us/img168/9234/michi1fg7.jpg" alt="" /><img style="border: 3px solid #d0d0d0; padding: 0px; background-color: #000000;" src="http://img160.imageshack.us/img160/1655/gs32iu1.jpg" alt="" width="200" height="307" /></p>
<p style="text-align: center;"><em>Naprawdę paskudny fake&#8230;</em></p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Faza 2 - Wiiii! - </strong>Następnie, nastąpiło swoiste „BUM!&#8221; na rzekome okładki Golden Suna na konsolę Nintendo Wii. Wszystkie są naturalnie złożonymi w Photoshopie artworkami z pierwszych dwóch części. Szczerze mówiąc - wątpię, by ktokolwiek uwierzył w prawdziwość tych materiałów. „Staff of Hesperia&#8221; jest jeszcze w stanie przekonać ze względu na postaci wycięte z różnego rodzaju artworków (choć i tak wygląda to okropnie i wręcz banalnie). Reszta to nic innego jak doskonale znane wszystkim fanom tapety, ewentualnie połączone z jakąś prostą grafiką z gry. Najlepiej spośród niesławnej trójki, prezentuje się niewątpliwie „World of Golden Sun&#8221; (ok - pomijając nazwę idiotycznie zerżniętą z pewnego MMORPG i dość naiwną czcionkę dobraną dla pierwszego jej członu i rewersu okładki) - dość przemyślana kompozycja, ciekawa wizja samej gry&#8230; Szkoda jedynie, że wszyscy twórcy nie przemyśleli do końca kwestii językowych. Który bowiem z japońskich producentów gier, zaprezentowałby w pierwszej kolejności okładkę anglojęzyczną&#8230;?)</p>
<p><img class="aligncenter" style="border: 3px solid #d0d0d0; padding: 0px; background-color: #000000;" src="http://img355.imageshack.us/img355/5804/gokpi0.jpg" alt="" /></p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Faza 3 - Wróżenie z fusów - </strong>Lato 2007. „Nowe&#8221; targi E3 trwają w najlepsze. I nagle - ni z tego, ni z owego, jak grom z jasnego nieba na klientów Nintendo spada informacja - „za kurtyną&#8221;, na stoisku Camelotu, jeden z dziennikarzy węszących na imprezie, otrzymał garść informacji (oraz miał okazję też zagrać) na temat nowej gry jRPG ich autorstwa. Nie, wcale się nie mylicie - chodziło naturalnie o wytęsknione Golden Sun 3. Opublikowano nawet zdjęcie całej konsolki, wyświetlającej ekran tytułowy. Pełen tytuł gry brzmiał następująco: Golden Sun: The Solar Soothsayer (Golden Sun: Słoneczny Wróżbita). Wyglądało toto już znacznie estetyczniej niż poprzednia „Ścieżka Alexa&#8221;, ale cała akcja była dość mało przemyślana. Po pierwsze - co od razu rzucało się w oczy - ów ekran tytułowy był niczym innym, jak tylko zręcznym połączeniem dawno już opublikowanego artworku i&#8230; fragmentu mapy z Golden Sun: The Lost Age. Następną kwestią był brak znaczka Reserved przy logo Golden Sun (jego obecność jest całkowicie oczywista i konieczna). Ostatnim niedopatrzeniem autora było powtórzenie błędu zapoczątkowanego w „sezonie na Wii&#8221; - angielski język. Koniec końców jednak - wrzawa podniosła się niesamowita i trwała w zasadzie aż do opublikowania krótkiego wywiadu z twórcą fake&#8217;a. Przyznał się do oszustwa, przepraszając rzecz jasna wszystkich fanów i podając motywy, jakie nim kierowały. Niebawem też, pojawił się wywiad z artystami z Camelot. Kwestia ich „czarnego konia&#8221; została w nim potraktowana po macoszemu - Panowie przyjęli</p>
<p style="text-align: justify;">bezpieczną pozycję i nie powiedzieli w zasadzie nic czego my, gracze, nie wiedzieliśmy. To znaczy - że bardzo kochają gry RPG, ale na chwilę obecną nie mogą zdradzić absolutnie nic z planów wydawniczych Camelotu. Mimo to - jakaś nadzieja na nowo zajaśniała w sercach fanów&#8230;</p>
<p style="text-align: center;"><img class="aligncenter" style="border: 3px solid #d0d0d0; padding: 0px; background-color: #000000;" src="http://img176.imageshack.us/img176/7351/solar2hx5.jpg" alt="" /></p>
<p style="text-align: center;"><em>&#8220;Prawie&#8221; jak autentyczny screen z gry&#8230;</em></p>
<p style="text-align: center;">
<p style="text-align: center;">
<p style="text-align: justify;"><strong>Bajanie w obłokach&#8230; - </strong>Wiele emocji budzi też kwestia fabuły, jaką - miejmy nadzieję, w przyszłej grze Camelotu odnajdziemy. Pierwszą, opartą na solidnych argumentach w postaci cytatu, jest scenariusz zemsty Alexa. Jak pamiętamy, koniec końców to ta postać okazała się być zdrajcą, pełnym rządzy zaspokojenia własnych snów o potędze. Wszyscy też wiemy jak się to skończyło - po krótkim, przegranym pojedynku z Wise One, Alex wraz z Górą Aleph został pochłonięty przez jądro kontynentu. Zastanawia jednak jedna z ostatnich linijek, jakie bożek wypowiada do na wpół żywego przeciwnika:</p>
<p style="text-align: justify;"><span style="color: #993300;"><em>&#8220;If you survive, perhaps we shall meet again someday&#8230;&#8221;</em></span></p>
<p style="text-align: justify;">Nie wiem jak Wam, ale mi wygląda to faktycznie na swoiste „drzwi kuchenne&#8221; jakie Camelot zostawił sobie, rzekomo zamykając historię Golden Sun na dobre&#8230;</p>
<p style="text-align: justify;">Kolejnym, niekoniecznie wykluczającym się z poprzednim scenariuszem, jest typowy zabieg umrocznienia Weyard (podobnego dopuścili się panowie z Intelligent Systems w najnowszej odsłonie Advance Wars). Jak pamiętamy, w The Lost Age uwolniona została Alchemia - dawne błogosławieństwo, ale i przekleństwa całego uniwersum. Była to pradawna moc, płynąca z 4 żywiołów - Wody, Ognia, Powietrza i Ziemi. Moc owa dawała ludziom wielkie możliwości, jednak ostatecznie - sprowadziła na Weyard chaos i zamęt - ludzie walczyli między sobą o władzę, niszcząc przy okazji cały dotychczasowy dorobek. W konsekwencji, moc została uwięziona w 4 latarniach i - jak wiadomo - ponownie uwolniona przez bohaterów, na samym końcu gry. Scenariusz apokalipsy umieszcza nas w Weyard chylącym się ku upadkowi - pełnym wojen i chaosu. I choć ta opcja wydaje się równie prawdopodobna i ciekawa, osobiście wolałbym jej nie doświadczyć. Bo - jeżeli gra będzie - tak jak Advance Wars: Days of Ruin - cała w kolorze sepii, gdzie wówczas odnajdziemy pogodne, skąpane w słońcu miasteczka, którymi szczyciły się dwie poprzednie części&#8230;?</p>
<p style="text-align: center;"><img style="border: 3px solid #d0d0d0; padding: 0px; background-color: #000000;" src="http://img373.imageshack.us/img373/3056/gstlazx7.jpg" alt="" /></p>
<p style="text-align: center;">
<p style="text-align: center;">
<p style="text-align: justify;">Kwestią do wyjaśnienia pozostaje też główni bohaterowie. Najprawdopodobniej - wzorem tradycji, w grze pokierujemy kwartetem. Co do samej „zawartości&#8221; składu - nic nie jest oczywiście wyjaśnione, jednak na dobrą sprawę, możliwości jest 3. <strong>Pierwszą</strong> z nich jest stara drużyna - mało odkrywcze posunięcie, jednak Isaac i spółka to sprawdzona „marka&#8221;, gwarantująca ciekawą rozgrywkę. <strong>Druga </strong>opcja wiąże się bezpośrednio z jednym ze scenariuszy. Otóż - pomyślcie, jakiego uroku nabrałaby rozgrywka, gdybyśmy w Golden Sun 3 pokierowali prawdziwie czarnym charakterem (już w TLA nastąpiło swego rodzaju odwrócenie ról, jednak to nie było jeszcze „to&#8221;). Okaleczony, dyszący żądzą zemsty Alex to moim zdaniem znakomita odskocznia od cukierkowej, ratującej świat drużyny.</p>
<p style="text-align: justify;">Co zaś się tyczy samych bohaterów - <strong>jest jeszcze jedno prawdopodobieństwo</strong>. Otóż - w trakcie wędrówki po świecie drugiej części gry spotkaliśmy dwójkę dzieci, która sprawnie posługiwała się Psynergią: „anonimowe&#8221; niemowlę z Contigo (adeptka magii Jupitera używała czaru „Whirlwind&#8221;) i Eoleo - syn pirata Briggsa (używał on czaru „Catch&#8221;). Nie wiadomo co prawda nic o pozostałych „członkach&#8221;, jednak nie da się ukryć, że trudno uznać umieszczenie tego rodzaju „ewenementów&#8221; było przypadkowe&#8230;</p>
<p style="text-align: justify;">Ostatnim już wątkiem jaki przychodzi mi do głowy (niekoniecznie głównym, choć nie ukrywam że uważam iż jako poboczny sprawdziłby się doskonale) jest pochodzenie Sheby. Jak zapewnie niektórzy z was pamiętają, ta adeptka wychowywała się w Lalivero, jednak legenda głosiła, że będąc niemowlęciem&#8230; spadł z nieba. Podejrzewa się też, że owym „niebem&#8221; jest w grze Anemos - mityczna kraina w przestworzach, której część spadła na Weyard. Pozostałością po upadku są ruiny Anemos Sanctuum, które co wytrwalsi mieli okazję odwiedzić. Trudno jednak ocenić, w jakim stopniu wątek odwiedzenia Anemos jest realny.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Konkluzja - </strong>Na dzień dzisiejszy niestety nie ma żadnych konkretów dotyczących czy to fabuły, czy choćby daty premiery trzeciej części Golden Sun. Trudno jako źródło informacji przyjmować wywiady z członkami Camelotu, gdyż już wielokrotnie okazało się, że panowie zwyczajnie się migają, a ich wypowiedzi potrafią zmylić. Mimo to - ja wciąż czekam i wierzę, że gra dla której zakupiłem prawie 3 lata temu DSa w końcu się ukaże (tym bardziej, że na dobre rozpoczęły się targi E3)</p>
<p style="text-align: center;"><img class="aligncenter" style="border: 3px solid #d0d0d0; padding: 0px; background-color: #000000;" src="http://img179.imageshack.us/img179/6185/gcronlq0.jpg" alt="" /></p>
<p style="text-align: center;">
<p style="text-align: center;"><img class="aligncenter" style="border: 3px solid #d0d0d0; padding: 0px; background-color: #000000;" src="http://img179.imageshack.us/img179/9193/gstafffb6.jpg" alt="" /></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://boromi.vdl.pl/?feed=rss2&amp;p=11</wfw:commentRss>
		</item>
		<item>
		<title>Ostateczna Fantazja na dwu ekranach</title>
		<link>http://boromi.vdl.pl/?p=9</link>
		<comments>http://boromi.vdl.pl/?p=9#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 14 Jul 2008 22:45:49 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Boromi</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[Gry]]></category>

		<category><![CDATA[Cecil]]></category>

		<category><![CDATA[Crystal Chronicles]]></category>

		<category><![CDATA[DS]]></category>

		<category><![CDATA[Enix]]></category>

		<category><![CDATA[EXP]]></category>

		<category><![CDATA[Final Fantasy]]></category>

		<category><![CDATA[GBA]]></category>

		<category><![CDATA[Grimoire of The Rift]]></category>

		<category><![CDATA[Hironobu Sakaguchi]]></category>

		<category><![CDATA[jRPG]]></category>

		<category><![CDATA[Luneth]]></category>

		<category><![CDATA[Magi]]></category>

		<category><![CDATA[Nintendo]]></category>

		<category><![CDATA[Punkty Doświadczenia]]></category>

		<category><![CDATA[Refia]]></category>

		<category><![CDATA[RPG]]></category>

		<category><![CDATA[S-E]]></category>

		<category><![CDATA[Square]]></category>

		<category><![CDATA[Square-Enix]]></category>

		<category><![CDATA[Tactics]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://boromi.vdl.pl/?p=9</guid>
		<description><![CDATA[
-Który z graczy nie zna choćby ze słyszenia tego tytułu? Nie sądzę by znalazła się taka osoba - Nie każdy musi lubić przygody zniewieściałych (dzisiaj - bo tych 20 lat temu drużyna prezentowała się zupełnie inaczej, nie tylko pod względem &#8220;technicznym&#8221;) herosów, jednak nie da się ukryć że seria ta jest swego rodzaju autorytetem w [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://img159.imageshack.us/img159/9831/800pxfinalfantasywordmaui7.png" alt="" /><br />
-Który z graczy nie zna choćby ze słyszenia tego tytułu? Nie sądzę by znalazła się taka osoba - Nie każdy musi lubić przygody zniewieściałych (dzisiaj - bo tych 20 lat temu drużyna prezentowała się zupełnie inaczej, nie tylko pod względem &#8220;technicznym&#8221;) herosów, jednak nie da się ukryć że seria ta jest swego rodzaju autorytetem w branży gier i wypadałoby jej choćby spróbować. Przyznam się szczerze, że sam rozpocząłem swoją przygodę z Final Fantasy dość niedawno (około 2 lata temu) za sprawą remake&#8217;u części czwartej na konsoli Game Boy Advance. Od tego czasu systematycznie pogłębiam swoją wiedzę na temat kryształów, agresywnych myszoskoczków i zasad według których Zło zawsze przegrywa. Jako szczęśliwy posiadacz handhelda Nintendo, miałem też szansę sprawdzenia jak ma się ta seria na tej platformie. I wiecie co&#8230;?</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Dla miłośnika tego klasycznego jRPG, DS jest platformą wręcz wymarzoną. </strong>Square-Enix upodobali sobie dotykowy ekranik, dzięki czemu liczba wydanych gier z &#8220;Final Fantasy&#8221; w tytule sięgnęła sześciu tytułów. Z jakością wykonania jest jednak dość różnie, choć myślę że odbiór każdej z produkcji zależy głównie od gracza i jego oczekiwań. Spróbuję więc przedstawić tu swój punkt widzenia w najbardziej obiektywnym ujęciu.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Zagraj w to jeszcze raz - </strong>S-E kocha rozpamiętywać złote lata twórczości Square. Pokazują to cały czas, dostarczając nam na kopy wszelkiej maści remake&#8217;ów, portów, dodatków i Bóg wie czego tam jeszcze. Cieszymy się, a jakże, jednak tylko w sytuacji gdy taki eksperyment niesie ze sobą coś wartościowego. W przypadku produkcji wydanych na NDS - <strong>można mieć ku temu niestety wątpliwości</strong>. Otóż - największy feler związany z tymi odsłonami, to sama taktyka S-E. Panowie wychodzą z założenia, że zapaleńcy szukający przygody z remake&#8217;iem (czy to części trzeciej, czy czwartej, która już niebawem zostanie przełożona na &#8220;nasz&#8221; język) nie pragną niczego innego, jak tylko spędzić długie godziny na siłowni, jaką staje się w tym przypadku świat gry. Oprócz tego, by &#8220;uprzyjemnić&#8221; nam odkrywanie meandrów fabuły, tu i tam wprowadzają &#8220;niewinne&#8221; modyfikacje. W wyniku tych działań, przy całym moim poparciu dla odświeżania legendarnych tytułów - otrzymujemy grę w której aż do znudzenia (a w przypadku wytrwalszych - i do ukazania światu treści swego żołądka) zmuszani jesteśmy by co chwila toczyć losowe walki, by popchnąć ciężki głaz historii choćby ociupinkę. Co gorsza - twórcy obdarzyli część trzecią (oraz - sądząc po kilku minutach gry w japońską wersję - także czwartą) nieprzyjemnie dużą dozą infantylizmu, przez co trudno jest mi komukolwiek polecić te produkcje. Nawet fani rasowych RPG po japońsku powinni się mocno zastanowić zanim sięgną po któryś z DeeSowskich remake&#8217;ów&#8230;</p>
<p style="text-align: center;"><img class="aligncenter" style="border: 3px solid #d0d0d0; padding: 0px; background-color: #000000;" src="http://img521.imageshack.us/img521/7020/finalfantasyiiilogopb2.jpg" alt="" /></p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Obecna sytuacja dziwi</strong> tym bardziej, że tytuły zupełnie nowe, bez rodowodu a z &#8220;Final Fantasy&#8221; w tytule (<strong>Crystal hronicles: Ring Fates</strong>, czy choćby niedawno przełożony na zrozumiały język <strong>Tactics Advance: Grimoire of The Rift</strong>) stanowią na DSie prawdziwy trzon najlepszych produkcji. Zadziwiającym jest fakt, że Square-Enix naprawdę umie robić wspaniałe tytuły (także na konsole przenośne), ale kompletnie nie potrafi obchodzić się ze starszymi grami, owianymi już widmem klasyki&#8230;</p>
<p style="text-align: justify;">Weźmy bowiem takie <strong>Final Fantasy XII: Revenant Wings</strong>. Owszem - nadal jest w nim widoczny ten dość niechlubny, DeeSowy duch infantylizmu, jednak gra zdecydowanie nadrabia to sporą odkrywczością. No i - na Boga, tu nikt nie zmusza gracza do żmudnej, wielogodzinnej pracy, a przynajmniej nie w takiej postaci i nie w takim stopniu, jak czynią to remake&#8217;i! Fakt, iż sama rozgrywka z klasycznego &#8220;fajnala&#8221; nie wynosi nic prócz doskonale znane już wszystkim potwory (jest to raczej coś w rodzaju połączenia typowej gry taktycznej z elementami RTS), zupełnie nie przeszkadza w przeżywaniu przygody wraz z bohaterami. Analogiczna sytuacja ma miejsce w przypadku <strong>Final Fantasy Crystal Chronicles: Rings of Fate. </strong>Gra z gatunku ACTION-rpg, do tego o niemal tak infantylnej fabule, jak to tylko możliwe. A mimo to - jest to jedna z najciekawszych propozycji dla maniaków RPG na konsolce Nintendo. Choćby po to, by choć na chwilę odpocząć od pompatyzmu &#8220;prawdziwych&#8221; przedstawicieli tego gatunku. Mimo pewnej trywialności, tytuł ten jest naprawdę znakomity i w doskonały sposób pokazuje, że nie trzeba bać się oryginalności i niekonwencjonalnych rozwiązań w pachnącym przygodą świecie Role Playing Game.</p>
<p style="text-align: center;"><img class="aligncenter" style="border: 3px solid #d0d0d0; padding: 0px; background-color: #000000;" src="http://img293.imageshack.us/img293/8104/finalfantasyxiirevenantjs6.jpg" alt="" /></p>
<p style="text-align: justify;">No i wreszcie&#8230; niewątpliwie jedna z największych, ale i najlepszych gier z podgatunku jRPG, zwanym tacticalRPG - <strong>Final Fantasy Tactics Advance2: Grimoire of The Rift</strong>. Wraz z nią pojawia się swego rodzaju paradoks. Otóż - produkcja ta z pewnością nie należy do krótkich (by ukończyć ją w stu procentach, potrzeba około 80 godzin!), jednak nieporównywalnie krótszy niż w - dajmy na to - remake&#8217;u FFIII jest tu wątek główny. W reprodukcji NESowego przeboju nie mamy praktycznie żadnego questa pobocznego, w najnowszej odsłonie podserii &#8220;Tactics&#8221; - są liczone w setki. Mimo to - grając w FF:TA2 nie tylko znacznie więcej frajdy sprawiło mi odkrywanie dalszych losów bohaterów, ale też jak głupi brnąłem w świat zadań &#8220;ponadprogramowych&#8221;, podczas gdy ciągły przymus walk w FFIII skutecznie zniechęcił mnie do tej gry. Aktualnie, to właśnie FFTA2 jest według mnie najlepszą grą z serii na DS. Dzięki sporemu rozbudowaniu i ciekawym zadaniom, potrafi przykuć do konsoli na długie godziny. A przy okazji - obala wciąż niestety w wielu środowiskach obecny stereotyp, mówiący o tym że gry na handheldy Nintendo &#8220;nie potrafią&#8221; być rozbudowane.</p>
<p style="text-align: center;"><img class="aligncenter" style="border: 3px solid #d0d0d0; padding: 0px; background-color: #000000;" src="http://img150.imageshack.us/img150/694/logofinalfantasytacticswa6.jpg" alt="" /></p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Afterparty, czyli tak się bawią Chocobo - </strong>zachwyt, jaki przelałem tu na ekran monitora każe wierzyć iż jest to już koniec wpisu, jednak jest jeszcze jeden tytuł z uniwersum FF, wcale niemniej godny prezentacji od innych. <strong>Final Fantasy Fables: Chocobo Tales </strong>to genialny w swej prostocie i bardzo przystępny zbiór mini-gierek wykonany na modłę nieśmiertelnego Mario Party. Co to oznacza w praktyce? Otóż - by popchnąć fabułę do przodu, gramy w coś w rodzaju gry planszowej z udziałem sympatycznych acz nieco przerośniętych kurcząt, zwanych właśnie Chocobo. Z opisu gra może wydawać się banalna, jednak uwierzcie - olbrzymia grywalność drzemie w tym tytule i tylko czeka, by ktoś przełamał barierę niechęci. Niewątpliwie jest to gra dająca niesamowitą ilość frajdy i godnie reprezentuje imię serii. Tytuł ten jest doskonały w szczególności dla osób, które nie należą do grona maniaków RPG (bo - nie ma co ukrywać - tego gatunku tu poprostu nie odnajdą) a chcą jedynie odwiedzić świat Final Fantasy w tak niezobowiązujący sposób.</p>
<p style="text-align: center;"><img class="aligncenter" style="border: 3px solid #d0d0d0; padding: 0px; background-color: #000000;" src="http://img521.imageshack.us/img521/4559/ffchocobonh9.jpg" alt="" /></p>
<p style="text-align: justify;">Cóż - &#8220;That&#8217;s all, folks!&#8221; i nic na to nie poradzimy. Lista i tak jest imponująca i - co ważne - wciąż ma szansę wzbogacić się o kilka wartościowych tytułów (dopóki do naszej kieszeni nie zapuka nowa generacja konsolek, dopóty S-E alternatywy poza DS i PSP raczej mieć nie będzie). Mam nadzieję, że nikt nie obrazi się za opinie tu przedstawione (głównie tyczy się to remake&#8217;ów), no ale w końcu - wolność słowa to jedna z cech kraju nadwiślańskiego&#8230;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://boromi.vdl.pl/?feed=rss2&amp;p=9</wfw:commentRss>
		</item>
		<item>
		<title>Damon Albarn i jego Goryle</title>
		<link>http://boromi.vdl.pl/?p=8</link>
		<comments>http://boromi.vdl.pl/?p=8#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 12 Jul 2008 11:21:48 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Boromi</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[Muzyka]]></category>

		<category><![CDATA[19-2000]]></category>

		<category><![CDATA[19/2000]]></category>

		<category><![CDATA[2-D]]></category>

		<category><![CDATA[2D]]></category>

		<category><![CDATA[Bananaz]]></category>

		<category><![CDATA[Blur]]></category>

		<category><![CDATA[Britpop]]></category>

		<category><![CDATA[Clint Eastwood]]></category>

		<category><![CDATA[Damon Albarn]]></category>

		<category><![CDATA[Feel Good]]></category>

		<category><![CDATA[Ghost Train]]></category>

		<category><![CDATA[Gorillaz]]></category>

		<category><![CDATA[Jamie Hewlett]]></category>

		<category><![CDATA[Kong Studios]]></category>

		<category><![CDATA[Murdoc]]></category>

		<category><![CDATA[Noodles]]></category>

		<category><![CDATA[Rise of The Ogre]]></category>

		<category><![CDATA[Rock The House]]></category>

		<category><![CDATA[Russel]]></category>

		<category><![CDATA[The Bad and The Queen]]></category>

		<category><![CDATA[The Good]]></category>

		<category><![CDATA[Zombie Hiphop]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://boromi.vdl.pl/?p=8</guid>
		<description><![CDATA[W gimnazjum szukałem swojego stylu muzycznego. Przebrnąłem zarówno przez odmęty szarego hiphopu, radosne wyżyny reggae, jak i szarpiące gitary hard rocku. Nie było w tym wszystkim jednak tej niesamowitej, oryginalnej energii, jaką w życiu każdego niesie ze sobą &#8220;muzyczne odkrycie roku&#8221;. Słuchałem niby tych smętnych utworów chodnikowych, radosnego plumkania na gitarce w rytm &#8220;No Woman, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;"><strong>W gimnazjum szukałem swojego stylu muzycznego. </strong>Przebrnąłem zarówno przez odmęty szarego hiphopu, radosne wyżyny reggae, jak i szarpiące gitary hard rocku. Nie było w tym wszystkim jednak tej niesamowitej, oryginalnej energii, jaką w życiu każdego niesie ze sobą &#8220;muzyczne odkrycie roku&#8221;. Słuchałem niby tych smętnych utworów chodnikowych, radosnego plumkania na gitarce w rytm &#8220;No Woman, No Cry&#8221; i decybeli hurtowo ładowanych do formatu .mp3, jednak wciąż mało w tym było świeżości. Aż wreszcie trafiłem na <strong>Gorillaz</strong>.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>&#8220;Hę?&#8221; - </strong>Pytającym tonem zwrócicie się do autora. Cóż to za zespół? Co grają? Skąd się wzięli? Spokojnie - zaraz na wszystko odpowiem. Otóż - <em>Gorillaz </em>to wytwór wyobraźni Damona Albarna - lidera zespołów <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Blur" target="_blank"><em>Blur </em></a>i stosunkowo niedawno powstałego <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/The_Good%2C_the_Bad_and_the_Queen" target="_blank"><em>The Good, The Bad and The Queen</em> </a>oraz rysownika Jamiego Hewletta, rysownika komiksów. Co najciekawsze - <em>Gorillaz </em>jest zespołem &#8220;nieistniejącym&#8221;. Ich członkowie ożywają jedynie w sekwencjach klipów muzycznych. Band ma dość zręcznie wymyśloną, zagmatwaną historię, któryej nie ma tu jednak sensu wypisywać - dość powiedzieć że zespół składa się z wokalisty o ksywce <strong>2D</strong>, demonicznego basisty <strong>Murdoca</strong>, <strong>Noodle</strong> - drugiej wokalistki japońskiego pochodzenia i <strong>Russela</strong>, który obsługuje perkusję. Dom wariatów? Owszem - i za to ich kocham! <img src='http://boromi.vdl.pl/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' /> </p>
<p style="text-align: center;"><img class="aligncenter" style="border: 3px solid #d0d0d0; padding: 0px; background-color: #000000;" src="http://uk.geocities.com/fear_our_sound/gorillaz/a-tunnelcpr.jpg" alt="" /></p>
<p style="text-align: center;">Zespół w komplecie. Od lewej: Russel, 2D, Noodle i Murdoc</p>
<p style="text-align: center;">
<p style="text-align: justify;"><strong>Gorillaz deklaruje się jako zespół grający rap alternatywny </strong>(nazywany przez nich samych Zombie Hiphopem), jednak ich twórczość wręcz prosi o wymazanie pierwszego członu tego gatunku. Albarn wraz z innymi artystami (na każdej płycie aż roi się od różnorodnych gości) stworzył już kawałki zakrawające o Dance, Punk, Gospel a nawet&#8230; Muzykę Latynoską. Cała reszta to w większości raczej niezaknięte w sztywnych ramach gatunku granie, pełne świeżości i wolne od schematów. Co bardzo ważne, każdy spośród ich dwóch albumów definitywnie różni się klimatem. Ostatni, o nazwie <strong>Demon Days</strong>, wydany w 2005 roku jest niewątpliwie łatwiejszy w odbiorze od debiutanckiego LP, nazwanego po porostu <strong>&#8220;Gorillaz&#8221;</strong>. Jeżeli chodzi o style jakie gorylki reprezentują na obu krążkach - pierwszy album jest od ostatniego zdecydowanie bardziej kontrastowy, powolny i wręcz rozwlekły. Niekoniecznie musi być to wadą, jednak wśród znajomych których z Gorillaz zaznajomiłem, zdecydowanej większości nie przypadła do gustu &#8220;angielska flegma&#8221;, którą przesiąknięty jest krążek debiutancki (ugh, tym zdaniem sam siebie zniesmaczyłem&#8230;). W &#8220;Dniach Demona&#8221; cała kompozycja zdaje się być bardziej przemyślana - i potwierdzają to single, które - w odróżnieniu od tych z początku rozwoju kapeli, są częścią większej opowieści. Mimo to - preferuję początkowy, nieco chilloutowy charakter zespołu, który wraz z rokiem 2005 gdzieś się ulotnił, ustępując miejsca zupełnie innemu, choć - wciąż bardzo świeżemu stylowi.</p>
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: center;">
<p style="text-align: center;"><img class="alignleft" style="border: 3px solid #d0d0d0; padding: 0px; background-color: #000000; float: left;" src="http://img235.imageshack.us/img235/5956/gorillazcover250kd9.jpg" alt="" /></p>
<p style="text-align: center;"><img class="aligncenter" style="border: 3px solid #d0d0d0; padding: 0px; background-color: #000000;" src="http://img300.imageshack.us/img300/8379/gorillazgsidesjl8.jpg" alt="" /></p>
<p style="text-align: center;"><img class="alignleft" style="border: 3px solid #d0d0d0; padding: 0px; background-color: #000000; float: left;" src="http://img145.imageshack.us/img145/2408/90813169d1a3da123otk5.jpg" alt="" /></p>
<p style="text-align: center;"><img class="aligncenter" style="border: 3px solid #d0d0d0; padding: 0px; background-color: #000000;" src="http://img411.imageshack.us/img411/5097/gorillazdsidescoverva1.jpg" alt="" /></p>
<p style="text-align: left;">
<p style="text-align: center;">
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://boromi.vdl.pl/?feed=rss2&amp;p=8</wfw:commentRss>
		</item>
		<item>
		<title>Śmiech i łzy&#8230;</title>
		<link>http://boromi.vdl.pl/?p=7</link>
		<comments>http://boromi.vdl.pl/?p=7#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 10 Jul 2008 16:33:30 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Boromi</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[Film]]></category>

		<category><![CDATA[Academy Awards]]></category>

		<category><![CDATA[Award]]></category>

		<category><![CDATA[Benigni]]></category>

		<category><![CDATA[Braschi]]></category>

		<category><![CDATA[Dramat]]></category>

		<category><![CDATA[Faszyści]]></category>

		<category><![CDATA[Gosue]]></category>

		<category><![CDATA[Guido]]></category>

		<category><![CDATA[Komedia]]></category>

		<category><![CDATA[La Vita e Bella]]></category>

		<category><![CDATA[Life is Beautiful]]></category>

		<category><![CDATA[Oscar]]></category>

		<category><![CDATA[Włoszech]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://boromi.vdl.pl/?p=7</guid>
		<description><![CDATA[&#8220;La Vita e Bella&#8221; - absolutny rekordzista wszech czasów jeżeli chodzi o otrzymane nagrody (znajduje się w Księdze Rekordów Guinnessa). Film niesamowicie głęboki, piękny i smutny&#8230; Chociaż nie, on jest raczej wesoły&#8230; W tym tkwi cała jego siła - pozwala widzowi w pełnie doświadczyć duchowego katharsis - gdy po ekranie zaczynają przewijać się napisy końcowe, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;"><strong><em>&#8220;La Vita e Bella&#8221;</em></strong><em> </em>- absolutny rekordzista wszech czasów jeżeli chodzi o otrzymane nagrody (znajduje się w Księdze Rekordów Guinnessa). Film niesamowicie głęboki, piękny i smutny&#8230; Chociaż nie, on jest raczej wesoły&#8230; W tym tkwi cała jego siła - pozwala widzowi w pełnie doświadczyć duchowego katharsis - gdy po ekranie zaczynają przewijać się napisy końcowe, człowiek ma w oczach łzy, jednak na jego twarzy maluje się uśmiech. Wspaniałe, niezapomniane przeżycie? O tak, odkąd po raz pierwszy spotkałem się z dziełem Benigniego, nie wątpiłem w to ani przez chwilę.</p>
<p style="text-align: center;"><img class="aligncenter" style="border: 3px solid #d0d0d0; padding: 0px; background-color: #000000;" src="http://img413.imageshack.us/img413/5311/postervr1.jpg" alt="" /></p>
<p style="text-align: justify;">Główny bohater o imieniu Guido jest radosnym, choć biednym Żydem zamieszkującym Italię. Do Arezzo przybywa by otworzyć bibliotekę, jednak w gruncie rzeczy - by odnaleźć swoje miejsce w życiu. Film podzielony jest na dwie części. W pierwszej, niemalże bajkowej, głównym wątkiem jest miłość Guido do Dory - bogatej Włoszki, która - mimo że jest zaręczona, nie czuje się szczęśliwa, wiodąc życie złożone niemal z samych bankietów.</p>
<p style="text-align: justify;">Trzeba przyznać, że film opowiada o miłości dwojga ludzi w pięknym, quasi-bollywoodzkim stylu - oglądając pierwsze 40 minut ma się wrażenie, że wszystko jest tu jedynie pięknym snem. Przyczyniają się do tego poszczególne sceny - choćby sympatyczny gag z jajkami w kapeluszu, czy śliczny motyw purpurowego dywanu, który Guido rozwija przed Dorą. <em>La Vita e Bella </em>to jednak nie tylko<br />
sympatyczna opowieść o <em>&#8220;Skrzypku Na Dachu&#8221;</em>&#8230;</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>La vita e crudele&#8230; - </strong>Druga część filmu ukazuje życie bohaterów w trakcie wprowadzania nowych porządków przez faszystów. Akcja momentalnie przenosi się o kilka lat do przodu - Guido wraz z Dorą mają już kilkuletniego synka o imieniu Josue i wiedzie im się bardzo dobrze - tworzą wręcz wzór idealnej rodziny. Ich spokój przerywają represje rasistów - na ulicach zaczynają pojawiać się napisy o antysemickim przekazie, rozpoczyna się usuwanie &#8220;obcej rasy&#8221;&#8230; Czarne chmury zbierają się nad światem i właśnie pod ich zasłoną dzieje się reszta filmu.</p>
<p style="text-align: center;"><img class="aligncenter" style="border: 3px solid #d0d0d0; padding: 0px; background-color: #000000;" src="http://img56.imageshack.us/img56/8294/largelifeisbeautifulzp3.jpg" alt="" /></p>
<p style="text-align: justify;">Guido wraz synkiem zostają razem wysłani w konwoju do obozu koncentracyjnego. W tym momencie filmu, dla widza rozpoczyna się prawdziwa seria wzruszeń i przeświadczenia że życie jest piękne, nawet jeżeli przynosi tak tragiczne niespodzianki. Guido postanawia za wszelką cenę uchronić syna od ciągłego koszmaru - przez cały czas wmawia mu, iż wszystko jest w porządku - Josue cały czas myśli że jadą na wycieczkę i wraz z innymi uczestnikami będą brać udział w konkursie. Jeżeli uda im się zdobyć 1000 punktów - wygrają prawdziwy czołg. Trudno słowami opisać, do jakich metod ucieka się ojciec, by bezgraniczną miłością przekonać o tym bystrego syna. <strong>Naprawdę - ten film trzeba zobaczyć&#8230;</strong></p>
<p style="text-align: justify;">Pamiętam doskonale &#8220;stopniową&#8221; reakcję mojej babci na ten film (chodzi konkretnie właśnie o drugą połowę). Z początku podchodziła do filmu z dużą rezerwą - i nie ma się czemu dziwić, tak poważna tematyka może obrócić się przeciwko reżyserowi, gdy nie zachowuje w swym dziele pewnej delikatności. Koniec końców jednak - tak samo jak i ja, moja babcia do dziś uważa ten <em>&#8220;Życie&#8230;&#8221;</em> za jedno z najwybitniejszych osiągnięć kinematografii. Napisałem na początku, że do końca nie wiem, czy jest to film smutny czy wesoły. Doszedłem do tej konkluzji dopiero po pewnym czasie - ten film jest po prostu piękny. Tak jak życie.</p>
<p style="text-align: center;"><span style="color: #800000;"><strong><em>&#8220;To prosta historia.<br />
Ale niełatwa do opowiedzenia.<br />
Niczym bajka - pełna jest smutku</em>. <em>I - niczym bajka - pełna jest radości.&#8221;</em></strong></span></p>
<p style="text-align: justify;">P.S.: Jeżeli ktoś miałby okazję zakupić czy wypożyczyć ten film - zachęcam do sprawdzenia wersji językowej. Ja polecam zdecydowanie oryginalne, włoskie dialogi w połączeniu z polskimi napisami. Oryginalna intonacja i gra aktorska jest zdecydowanie lepsza i pełna uroku.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://boromi.vdl.pl/?feed=rss2&amp;p=7</wfw:commentRss>
		</item>
		<item>
		<title>&#8220;Prosimy o wyłączenie komórek&#8221; - Serious Sam</title>
		<link>http://boromi.vdl.pl/?p=6</link>
		<comments>http://boromi.vdl.pl/?p=6#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 09 Jul 2008 13:59:45 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Boromi</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[Gry]]></category>

		<category><![CDATA[Bomb]]></category>

		<category><![CDATA[Croteam]]></category>

		<category><![CDATA[FPP]]></category>

		<category><![CDATA[FPS]]></category>

		<category><![CDATA[Godgames]]></category>

		<category><![CDATA[Kamikadze]]></category>

		<category><![CDATA[Kamikaze]]></category>

		<category><![CDATA[Mental]]></category>

		<category><![CDATA[Minigun]]></category>

		<category><![CDATA[PC]]></category>

		<category><![CDATA[Rocket Launcher]]></category>

		<category><![CDATA[Serious]]></category>

		<category><![CDATA[Serious Sam]]></category>

		<category><![CDATA[Simba]]></category>

		<category><![CDATA[Ugh Zan]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://boromi.vdl.pl/?p=6</guid>
		<description><![CDATA[Zastanawialiście się czasem, za co tak naprawdę kochamy gry? Piękna grafika, czy oprawa audio? Oczywiście. Ambitna, rozbudowana fabuła? A jakże! Powiadam Wam jednak, że wszystko sprowadza się do odpowiedniego klimatu. To na niego w trakcie procesu tworzenia gry ciężko pracują autorzy, tworząc odpowiednią dla niego grafikę, muzykę i scenariusz. Można powiedzieć, że - poza paroma [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;"><strong>Zastanawialiście się czasem, za co tak naprawdę kochamy gry?</strong> Piękna grafika, czy oprawa audio? Oczywiście. Ambitna, rozbudowana fabuła? A jakże! Powiadam Wam jednak, że wszystko sprowadza się do odpowiedniego klimatu. To na niego w trakcie procesu tworzenia gry ciężko pracują autorzy, tworząc odpowiednią dla niego grafikę, muzykę i scenariusz. Można powiedzieć, że - poza paroma elementami, na czele których stoi interfejs, o ocenach, jakie zbierze gra decyduje właśnie klimat.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Najlepszym tego przykładem jest chyba własnie saga Serious Sam.</strong> Seria, która rozkochała w sobie tysięce (dzisiątki tysięcy? Setki&#8230;?) graczy, po prostu nie może opierać swojej popularności na doskonałej (w roku 2000) grafice, czy wartkiej akcji (pokazał to F.E.A.R.). Niewątpliwie potrzeba do tego iskry bożej i bez cienia wątpliwości można stwierdzić - programiści z Croteam zajaśnieli nią w trakcie produkcji dwóch pierwszych części.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Fabuła dosłownie zauracza naiwnością. </strong>Oto mamy czasy teraźniejsze, w których ludzkość dokonała nie lada odkrycia. W trakcie którejś z ekspedycji w jednym z grobowców faraonów odnaleziono obcą, rozwiniętą cywilizację. Jak to zwykle bywa - cywilizacja ta okazała się być wrogą i zaczęła używać naszej dumnej rasy ludzkiej - mówiąc w przenośni - jako wycieraczki do butów. Naukowcy wybrali więc najtwardzszego z twardych twardzieli (pozdrawiam <a href="http://www.gaidogallery.yoyo.pl/index.php?type=1" target="_blank"><strong><span style="color: #993300;">Gaido</span></strong></a> ;)), by następnie wysłać go w niedaleką przeszłość, by zdusił inwazję obcych w zarodku. Twardzielem tym okazał się właśnie Sam. Sam &#8220;Serious&#8221; Stone.</p>
<p style="text-align: center;"><img style="vertical-align: middle;" src="http://img254.imageshack.us/img254/35/serioussamcovergrossks2.jpg" alt="" width="200" height="255" /><img style="vertical-align: middle;" src="http://img512.imageshack.us/img512/4717/ssseboxzg9.jpg" alt="" width="200" height="249" /><img style="vertical-align: middle;" src="http://img140.imageshack.us/img140/2545/256pxsam2productshotku9.jpg" alt="" width="200" height="275" /></p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Rozpoczęło się magiczne, Pierwsze Starcie. </strong>Gra urzekała (i urzeka po dziś dzień) lekkością fabuły i rozgrywki. Produkcja Croteamu to dynamiczny FPS &#8216;z jajem&#8217;, w którym gracz mierzy się niekiedy z około setką przeciwników w jednej chwili. Bezmyślna rąbanka? Owszem - i w tym tkwi siła tej gry. Zauważcie, że pomimo praktycznie zerowego sensu fabuły i braku jakiegokolwiek rozbudowania w sferze rozgrywki, gra otrzymywała oceny rzędu 9, 9+ w dziesięcio-stopniowej skali. Fenomen, jakim stał się Serious Sam tkwił więc nie w dążeniu do maksymalnego urzeczywistnienia świata gry, a wręcz przeciwnie - produkcja zyskała szerokie grono odbiorców dzięki możliwości oderwania się od szarej codzienności. W pewnym sensie, mógł być to swego rodzaju zwiastun dzisiejszych czasów, kiedy to potentantem stało się Nintendo, graczom oferując szereg casualowych produkcji. I przyznam szczerze - z owym zwiastunem wiążę wiele bardzo ciepłych wspomnień.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong><em>Serious Sam</em></strong> jako seria, do dziś pozostaje niedościgłym wzorcem w dziedzinie &#8220;bezmyślnych&#8221; First Person Shooterów, choć muszę przyznać że <strong>część druga pozostawia niesmak</strong> i co najwyżej pozwala mieć nadzieję na lepszą przyszłość sagi*. Twórcy postanowili skomplikować sobie i nam życie i przekształcili cudowne w swej prostocie rozwinięcie prezentacji silnika (jakim pierwej był pierwszy <em>Serious</em>) w sztampową strzelankę dnia dzisiejszego, jakich wiele. Urok głupawych potworów z zerowym AI, absurdalnego uzbrojenia i oscetycznego HUDa (pamiętacie te paskudne, zielone symbole? ;)) nagle prysł, by ustąpić miejsca większemu zróżnicowaniu przeciwników i rozwinięciu &#8220;cool&#8221;/&#8221;jazzy&#8221; plastikowego arsenału. Owszem - gra dalej posiadała urok, który zwie się &#8220;odpal i zapomnij o wszystkim&#8221;, jednak to, od czego zacząłem - klimat, uleciał. Wraz z nim obniżyła loty i sama gra, która zwyczajnie przestała wyróżniać się na tle całej reszty (likwidacja bezgłowych kamikaze to - nomen omen - samobójstwo dla serii).</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Mamy rok 2008</strong>, a <em>Serious Sam </em>wciąż doskonale bawi i pokazuje, że aby być grą udaną, nie trzeba wcale epickiej fabuły, wielu zakończeń i rewolucyjnego systemu rozwoju statystyk. By jednak stać się tytułem wybitnym, o którym gracze będą pamiętali przez lata, potrzeba świeżego, odkrywczego klimatu. A ten, w dwóch pierwszych częściach niezaprzeczalnie jest obecny. A kto twierdzi inaczej&#8230; a co mi tam - <strong>&#8220;Waaaaaaaaah yourself!&#8221; </strong> <img src='http://boromi.vdl.pl/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' /> </p>
<p>Po prostu - stary, dobry Sam. Urok totalnej destrukcji w stu procentach.</p>
<p><object classid="clsid:d27cdb6e-ae6d-11cf-96b8-444553540000" width="425" height="344" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0"><param name="allowFullScreen" value="true" /><param name="src" value="http://www.youtube.com/v/LExZws12-qA&amp;hl=en&amp;fs=1" /><embed type="application/x-shockwave-flash" width="425" height="344" src="http://www.youtube.com/v/LExZws12-qA&amp;hl=en&amp;fs=1" allowfullscreen="true"></embed></object></p>
<p style="text-align: center;">
<p style="text-align: center;">
<p style="text-align: left;">
<p style="text-align: left;">*<em>W produkcji znajduje się trzecia już część Serious Sama, choć - oprócz tego, że zastosowany w niej będzie autorski Serious Engine III, o samej grze nic nie wiadomo</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://boromi.vdl.pl/?feed=rss2&amp;p=6</wfw:commentRss>
		</item>
		<item>
		<title>Turniej żelaznych&#8230; nadgarstków - Guitar Hero: On Tour</title>
		<link>http://boromi.vdl.pl/?p=5</link>
		<comments>http://boromi.vdl.pl/?p=5#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 08 Jul 2008 18:36:03 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Boromi</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[Gry]]></category>

		<category><![CDATA[casual]]></category>

		<category><![CDATA[DS]]></category>

		<category><![CDATA[Dual Screen]]></category>

		<category><![CDATA[grip]]></category>

		<category><![CDATA[Guitar]]></category>

		<category><![CDATA[Guitar Hero]]></category>

		<category><![CDATA[Hero]]></category>

		<category><![CDATA[Nintendo]]></category>

		<category><![CDATA[on tour]]></category>

		<category><![CDATA[red octane]]></category>

		<category><![CDATA[Vicarous Visions]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://boromi.vdl.pl/?p=5</guid>
		<description><![CDATA[Nareszcie&#8230; Po przeszło tygodniu długiego oczekiwania, w łapy wpadł mi cuchnący nowością zestaw przenośnego Guitar Hero. Krótka chwila zabawy ze śrubokrętem (do zestawu dołączony jest adapter dla posiadaczy DS Classic) i już grip siedzi wygodnie w drugim slocie konsolki. Rzep zapięty, &#8220;kostka&#8221; w łapie&#8230; Odpalamy!
Jako, że po raz pierwszy dane mi było szarpać struny w [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Nareszcie&#8230; </strong>Po przeszło tygodniu długiego oczekiwania, w łapy wpadł mi cuchnący nowością zestaw przenośnego <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Guitar_Hero_(seria)" target="_blank">Guitar Hero</a>. Krótka chwila zabawy ze śrubokrętem (do zestawu dołączony jest adapter dla posiadaczy DS Classic) i już grip siedzi wygodnie w drugim slocie konsolki. Rzep zapięty, &#8220;kostka&#8221; w łapie&#8230; Odpalamy!</p>
<p><strong>Jako, że po raz pierwszy dane mi było szarpać struny w Guitar Hero</strong>, pomimo wyboru najniższego z możliwych poziomów trudności, pierwsze piosenki dosłownie wgniotły mnie w podłogę. To znaczy - oczywiście zaliczyłem każdy za pierwszym razem (na &#8220;Easy&#8221; trzeba naprawdę się napracować, by koncert zakończyć niepowodzeniem), jednak wynik rzędu 70% bynajmniej nie wywoływał u mnie poczucia dumy. Jednak nie to stanowiło główny problem (w końcu &#8220;trening czyni mistrza&#8221;&#8230;). Otóż - po pewnym czasie poczułem, że ręka nieco mi zdrętwiała. Postanowiłem więc zastosować się do zaleceń producentów (już od momentu uruchomienia, gra atakuje nas wszelkiego rodzaju informacjami czy ostrzeżeniami) i zrobić krótką przerwę w zabawie. I tu zacząłem dopiero odkrywać mankamenty gripa, który z najlepszego przyjaciela zaczął przeobrażać się w oprawcę dla mnie i mojego nadgarstka. Ok, przesadzam&#8230; Ale nie zmienia to faktu, że w <em>Guitar Hero: On Tour</em> zdecydowanie nie gra się komfortowo.</p>
<p style="text-align: center;"><img class="aligncenter" style="border: 3px solid #d0d0d0; padding: 0px; background-color: #000000;" src="http://www.ohgizmo.com/wp-content/uploads/2008/03/guitarhero_ds.jpg" alt="" /></p>
<p style="text-align: center;">Prawie niczym średniowieczne narzędzie tortur&#8230;</p>
<p style="text-align: center;">
<p style="text-align: left;"><strong>Ból w przypadku pierwotnej wersji DSa jest naprawdę silny</strong> (jak pragnę zdrowia - w życiu grając, nie doświadczyłem gorszego), a wynika to po prostu z konieczności utrzymywania wielce nienaturalnej pozycji nadgarstka. Po prostu - by widzieć nie przekrzywiony obraz, gracz cały czas zmuszony jest dzierżyć konsolkę od dołu wewnętrzną stroną dłoni i jednocześnie utrzymywać kąt rzędu 100-110 stopni pomiędzy ręką a nadgarstkiem. Proste? To teraz spróbujcie wytrzymać tak chociaż pół godziny&#8230;</p>
<p style="text-align: left;">Narzekam tak i narzekam, jednak <strong>trzeba też przyznać, że grip to kawał dobrego ustrojstwa</strong> (tylko może nie do końca przemyślanego). Sprawia solidne wrażenie, pewnie siedzi w slocie (choć słyszałem, że w wersji Lite - w związku z krótszym adapterem, &#8220;gitarka&#8221; lubi się wyśliznąć&#8230;), a do tego można ją nieco &#8220;uwłaszczyć&#8221; dzięki w pełni wymiennym nakładkom (ot, otwieramy klapkę, wyciągamy papierek i już mamy miejsce na uprzednio wydrukowany i wycięty skin). W dodatku <strong>sama gra jest naprawdę świetna i warta (sprowadzania z) zachodu!</strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://boromi.vdl.pl/?feed=rss2&amp;p=5</wfw:commentRss>
		</item>
		<item>
		<title>&#8220;Lśnienie&#8221; - King kontra Kubrick</title>
		<link>http://boromi.vdl.pl/?p=3</link>
		<comments>http://boromi.vdl.pl/?p=3#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 08 Jul 2008 09:59:22 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Boromi</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[Film]]></category>

		<category><![CDATA[Książka]]></category>

		<category><![CDATA[Danny]]></category>

		<category><![CDATA[Delbert Grady]]></category>

		<category><![CDATA[Halloran]]></category>

		<category><![CDATA[Horror]]></category>

		<category><![CDATA[Jack]]></category>

		<category><![CDATA[King]]></category>

		<category><![CDATA[Kubrick]]></category>

		<category><![CDATA[Lśnienie]]></category>

		<category><![CDATA[Nicholson]]></category>

		<category><![CDATA[Overview]]></category>

		<category><![CDATA[Panorama]]></category>

		<category><![CDATA[Stanley]]></category>

		<category><![CDATA[The Shining]]></category>

		<category><![CDATA[Torrance]]></category>

		<category><![CDATA[Wendy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://boromi.vdl.pl/?p=3</guid>
		<description><![CDATA[Ostatnimi czasy (no&#8230; powiedzmy - od kilku miesięcy) zacząłem interesować się prozą Kinga. Nie było to spowodowane czyjąś namową, czy też reklamą na przystanku metra. Po prostu - pewnego pięknego dnia wpadł mi do głowy pomysł, że może warto zainteresować się twórczością tego Pana. Pierwszą książką było właśnie &#8220;Lśnienie&#8221;.
Opowieść wykorzystuje sztampowy (już czasach, gdy King [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Ostatnimi czasy (no&#8230; powiedzmy - od kilku miesięcy) zacząłem interesować się prozą Kinga. Nie było to spowodowane czyjąś namową, czy też reklamą na przystanku metra. Po prostu - pewnego pięknego dnia wpadł mi do głowy pomysł, że może warto zainteresować się twórczością tego Pana. Pierwszą książką było właśnie <a href="http://en.wikipedia.org/wiki/The_Shining_(novel)" target="_blank"><strong>&#8220;Lśnienie&#8221;</strong></a>.</p>
<p><strong>Opowieść wykorzystuje sztampowy (już czasach, gdy King ukończył dzieło) motyw nawiedzonego domu</strong>, jednak - dzięki niezwykłym umiejętnościom pisarskim, przez ponad 500 stron książki nie sposób się nudzić. Całość opowiada historię zagubionego w odmętach losu człowieka oraz jego rodziny. Jeden z dwójki głównych bohaterów (trudno stwierdzić jednoznacznie, czy jest nim ojciec, czy może raczej syn), Jack Torrance jest pisarzem, rozpaczliwie usiłującym odnaleźć wenę i ukończyć swą sztukę. Nagle trafia mu się wprost wymarzona szansa - natrafia na propozycję pracy na stanowisku konserwatora w hotelu <em>Panorama</em>. Może zamieszkać tam wraz ze swoją rodziną tuż po zakończeniu sezonu. Najważniejszą sprawą jest jednak lokalizacja - ośrodek położony jest wysoko w górach, tak więc przez cały okres chłodów Jack i jego rodzina będą całkowicie odcięci od świata, zamknięci w zimnych murach olbrzymiego hotelu. Hotelu, w którym niegdyś Delbert Grady - człowiek całkowicie spokojny i zrównoważony, przyjęty na dokładnie to samo stanowisko, co Torrance, dokonał morderstwa na swojej żonie i córce. Tak, tak - zgadliście. To nie przypadek i jest w tym analogia.</p>
<p><strong>To, co odróżnia <a href="http://en.wikipedia.org/wiki/The_Shining_(film)" target="_blank">film</a> od <a href="http://en.wikipedia.org/wiki/The_Shining_(novel)">książki</a></strong>, nie jest trudne do uchwycenia - King stworzył dzieło wielowątkowe, pokazujące znacznie więcej, aniżeli tylko duchy, jednak koniec końców - jego książka znacznie bardziej bezpośrednio zaznajamia czytelnika ze sprawami paranormalnymi. Kubrick zaś, w filmie nakręconym w roku 1980 na sprawę szaleństwa Jacka spojrzał bardziej od strony psychologicznej. Zamiast karmić widza historią o nawiedzonym domu, pokazał co potrafi z człowiekiem zrobić skrajna samotność i izolacja.</p>
<p><strong>Gdy po przeczytaniu książki sięgnąłem po film, trudno było mi pogodzić się z wizją Kubricka.</strong> Reżyser zwyczajnie zmiął całe moje wyobrażenie <em>Panoramy </em>jako wielkiej, mrocznej chałupy i - niczym papierową kulką,  cisnął do kosza. Sam hotel jest w filmie miejscem niebywale sterylnym i o jaskrawej kolorystyce - podkreśla to jedynie fakt, że Stanley Kubrick chciał widza przestraszyć nie mrokiem samego miejsca, ale mrokiem czającym się w psychice bohatera. Dodam tylko, że w związku z odmienną wizją całego utworu, reżyser został niemal wyklęty przez Kinga, który w 1997 roku z pomocą Micka Garrisa nakręcił <a href="http://en.wikipedia.org/wiki/The_Shining_(TV_miniseries)" target="_blank">własną ekranizację powieści</a>, w formie serialu odcinkowego. Niestety - genialny pisarz wystawił się niejako na pośmiewisko, światu prezentując niesłychaną szmirę.</p>
<p><strong>Podsumowując</strong> - mimo że posiadają ten sam tytuł, film i książka to niemalże dwa odmienne światy. By się o tym przekonać, polecam najpierw przeczytać powieść Stephena Kinga, a dopiero w nastpnej kolejności ujrzeć <em>Panoramę </em>oczyma Kubricka. Zobaczycie wówczas (mam taką nadzieję), jak stanowczy w swych działaniach był Kubrick. Jako geniusz kina, wizję <strong>&#8220;Lśnienia&#8221;</strong> obrócił dosłownie do góry nogami, by z niezwykłej powieści grozy uczynić thriller podchodzący niemal pod dramat psychologiczny.</p>
<p style="text-align: center;"><img style="vertical-align: middle;" src="http://www.filmoteka.dworzynski.pl/wp-content/uploads/2007/03/heres-johnny.thumbnail.jpg" alt="" width="256" height="170" /></p>
<p style="text-align: center;"><em>&#8220;Here&#8217;s Johny!!&#8221; </em>- jedna z najbardziej rozpoznawalnych<br />
kwestii w historii kina. Jack Nicholson zagrał swojego<br />
imiennika z niepokojącą dokładnością&#8230;</p>
<p style="text-align: center;"><img style="vertical-align: middle;" src="http://rossignol.cream.org/new/shining.jpg" alt="" width="400" height="286" /></p>
<p style="text-align: center;">A oto <em>Panorama </em>w ujęciu Stanleya Kubricka. Milusio, prawda?<br />
Człowiekowi aż nie chce się uwierzyć, że lata temu<br />
rozegrał się tu prawdziwy koszmar&#8230;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://boromi.vdl.pl/?feed=rss2&amp;p=3</wfw:commentRss>
		</item>
	</channel>
</rss>
